Agar i Piżmo

View Original

Allure Homme Sport – randka z surferem

Co do zasady, recenzje flankerów pojawiają się na Agar i Piżmo stosunkowo rzadko.  Od czasu do czasu zamieszczam jednak wpis dotyczący perfum, które moim zdaniem zasługują na uwagę. Tak było choćby w przypadku Narciso Rodriguez – For Him Bleu Noir. Dziś na bloga trafia zaś Allure Homme Sport. Zapach ten powstał w pięć lat po premierze oryginalnego Allure Homme a jego twórcą jest Jacques Polge. W przypadku recenzowanej kompozycji Francuzowi zależało na odnalezieniu balansu między świeżością a zmysłowością. Dodatkowo, za inspirację – podobnie jak w przypadku Sel de Vétiver od The Different Company – posłużył motyw skóry schnącej na słońcu po morskiej kąpieli. Przekonajmy się zatem jak Polge wyegzekwował ten temat.

Charakterystyczny, tonkowo-waniliowy akord klasycznego Allure Homme jest tu obecny od samego początku. W otwarciu przykryty został jednak grubą warstwą cytrusów. Wśród których prym wiodą mandarynka i pomarańcza, choć osobiście nie specjalnie wyłapuję je jako pojedyncze nuty. Niemniej, głowa kompozycji jest świeża i energetyczna. Pobudza zmysły. Cytrusowy aromat jest w niej naprawdę ostry. Efekt ten osiągnięto najpewniej za sprawa aldehydów. Ani pomarańcza ani mandarynka nie mają bowiem w sobie aż takiej cierpkości a ich aromat jest raczej słodki. Obecność aldehydów przekłada się również na sportowy klimat otwarcia Allure Homme Sport. Gdy tylko cytrusy nieco umilkną ujawniają się nuty morskie. Zapach jest wyraźnie ozonowy. Pachnie świeżą wodą oraz wiejącą od morza bryzą. Myślę, że taki początek może się podobać. Przynosi też upragnione orzeźwienie w upalne dni lata.

W sercu Sport nieco silniej ujawnia się wątek przyprawowo-drzewny. Przede wszystkim pojawia się tu drewno cedrowe. Jego lekki i słodkawy aromat dobrze pasuje do klimatu kompozycji. Sygnalizuje również jej transformację. Obok cedru, w środkowej fazie recenzowanych perfum odnajdziemy także czarny pieprz. Nadaje on kompozycji męskiego charakteru oraz pozytywnie wpływa na jej pobudzające właściwości. Z czasem coraz mocniej uwidacznia się zaś słodycz neroli. Służy ona jednak przede wszystkim do budowy pomostu miedzy sercem a bazą zapachu. Po części nawiązuje także do obecnych w głowie cytrusów. Sama baza jest natomiast zgoła odmienna od pierwszej fazy Allure Homme Sport. Początkowa świeżość gdzieś wyparowała. Zastąpiła ją delikatna i przyjemna słodycz. Podobnie jak w przypadku klasyka zbudowano ją przede wszystkim na bobie tonka. Do niego dodano zaś lekko pudrowe białe piżmo. Pojawia się też balsamiczna ambra. Praktycznie nie odnajduję tu natomiast deklarowanej w składzie wetywerii. Nie zgadzam się także z opisem na oficjalnej stronie Chanel. Na pewno nie określiłbym bazy tych perfum jako zmysłowej. Natomiast dobrze pasują mi do niej takie określenia jak spokojna, bezpieczna i stonowana. A nawet nieco elegancka.

Nadszedł czas, by przyjrzeć się parametrom użytkowym opisywanego dziś zapachu. Patrząc pod tym kątem, muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowany. Mimo intensywnego otwarcia Allure Homme Sport posiada dość umiarkowaną projekcję. Choć testowałem te perfumy w największe upały wcale nie odparowywały z mojej skóry jakoś specjalnie intensywnie. Nie jest jednak tak, że musiałem ich na niej szukać. Przez cały czas miałem świadomość ich obecności. Tyle że mogłaby ona być nieco mocniej zaakcentowana. Mój największy problem z dziełem Chanel jest zaś taki, że zaskakująco szybko znikało z mojego ciała. Udawało mi się je tam zatrzymać zaledwie przez 4-5 godzin. Jest to dla mnie trochę rozczarowujący wynik.

Wskazując na różnice między recenzowanymi perfumami a oryginalnym Allure Homme nie sposób nie wspomnieć o flakonie. Zachowany został jego pierwotny kształt, jednak inne zmiany naprawdę łatwo dostrzec. Przede wszystkim butelka nie jest już przeźroczysta. Pokryto ją srebrną farbą, przez co sprawia wrażenie jakby była chromowana. Na jej tle odznaczają się czarne litery, którymi wypisano nazwę kompozycji. Dopisek Sport ma jednak barwę czerwoną i jest nieznacznie, choć zauważalnie większy niż człon Homme. Wniosek stąd taki, że zapach jest bardziej sportowy niż dla mężczyzn. A już na poważnie, to opisywany flakon naprawdę może się podobać. I faktycznie ma w sobie coś sportowego.  

Być może Allure Homme Sport niczym mnie nie zachwyciły, uważam jednak, że to naprawdę dobre męskie perfumy. Nie jestem natomiast całkowicie przekonany co do ich klasyfikacji jako sportowych. Według mnie ta kompozycja jest dużo bardziej uniwersalna. Co nie zmienia faktu, że i tak najlepiej sprawdzi się latem. Podobają mi się również bijące od niej lekkość oraz wrażenie czystości. A także sposób, w jaki kolejne nuty następują w niej po sobie. Wszystko jest przemyślane i zgrabnie poukładane. Te perfumy trafiają w mój gust zdecydowanie bardziej niż klasyczne Allure Homme. Zachęcam jednak, by samemu wyrobić sobie na ten temat zdanie.

Allure Homme Sport
Główne nuty: Nuty Morskie, Cytrusy.
Autor: Jacques Polge.
Rok produkcji: 2004.
Moja opinia:  Polecam. (6/7)