Pitti Fragranze 2026 – relacja z targów
Jak co roku, we wrześniu we Florencji obyły się Pitti Fragranze – jedne z największych targów perfum w Europie. Jako, że prowadzę bloga już prawie dziesięć lat, a nigdy nie brałem udziału w podobnym wydarzeniu, pomyślałem, że w tym roku chciałbym pojechać i zobaczyć jak to wygląda. Złożyłem więc wniosek o akredytację (targi nie są otwarte dla wszystkich) i, o dziwo, ją dostałem. Kupiłem więc bilety, zapoznałem się z planem wydarzeń oraz listę wystawców i poleciałem do Włoch. Poniżej przedstawiam zaś krótką relację z moich doświadczeń.
Targi Pitti Fragranze trwały trzy dni – od piątku do niedzieli, 10-12 września, jednak z powodu niesprzyjającego rozkładu lotów, odpuściłem ostatni dzień i wracałem do Gdańska już w niedzielę rano. Mimo to, i tka udało mi się sporo zobaczyć. Zacznę może jednak od samego miejsca, w którym odbywało się opisywane wydarzenie. Stazione Leopolda to historyczny kompleks wystawowy w samym centrum Florencji. Obywają się tam nie tylko targi, ale również inne wydarzenie kulturalne i biznesowe, jak choćby pokazy mody. Miejsce robi bowiem niesamowite wrażenie. Zaś na potrzeby Pitti Fragranze zastawione zostało stanowiskami ponad dwustu wystawców z całego świata, prezentujących swoje olfaktoryczne dzieła. Co samo w sobie tworzy już pewien magiczny klimat. Podobało mi się również to, że jak bardzo wszyscy są kontaktowi. Bez problemu mogłem podejść do każdego standu i porozmawiać chwilę z przedstawicielami danej marki. Wśród których byli również słynni twórcy tacy jak Olivier Durbano (wspomniał mi, że w przyszłym roku chciałby znów odwiedzić Polskę), James Heeley czy Giuseppe Imprezzabile z Meo Fusciuni. Pod tym kątem wydarzenie to zrobiło więc na mnie wielkie wrażenie. Sama ilość marek okazał się natomiast dla mnie przytłaczająca. Nie da się chyba spędzić dwóch dni chodząc od stanowiska do stanowiska i wąchając różne perfumy. Jednak organizatorzy najpewniej również wyszli z podobnego założenie, dlatego w osobnej części kompleksu odbywają się wykłady/prelekcje/odczyty. Co prawda są one w języku włoskim, jednak w dedykowanej aplikacji jest możliwość ich symultanicznego tłumaczenia na język angielski. Podczas jednego z takich wystąpień Niccolò Pasqualetti, jeden z najlepiej zapowiadających się współczesnych projektantów mody opowiadał o swojej marce perfum, na innym można zaś było posłuchać o tym jak zmienia się branża i co może czekać ją w przyszłości. A tak w ogóle, to zapomniałem wspomnieć, że tegoroczne targi odbywały się pod hasłem Cura, czyli Opieka. A oprócz perfum można było na nich znaleźć niewielką sekcję dedykowaną produktom do pielęgnacji skóry. A także spory wybór literatury. Mnie natomiast zainteresowało stanowisko marki Marie Jeanne, gdzie rozdawany były lody, przy czym do każdego z trzech różnych smaków otrzymywało się inną próbkę perfum. Ponieważ ja zdecydowałem się na lody orzechowe, to dostałem zapach Iris Pallida (recenzja wkrótce). Wydaje mi się, że warto też jednak wspomnieć, że nie wszystko, co związane z targami odbywa się na hali wystawowej. Cześć wydarzeń ma miejsce w innych punktach miasta, na przykład w pałacyku Lorenzo Villoresi’ego. Ale to akurat był zamknięty event. Wybrałem się natomiast do jednej z galerii sztuki po drugiej stronie rzeki Arno, gdzie zapoznać się mogłem z efektami współpracy przemysłu perfumeryjnego z twórcami street artu. Ogólnie, uważam, że bardzo udanie spędziłem czas, dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, miałem okazję wąchać mnóstwo interesujących zapachów, a do tego skorzystać z uroków Florencji. I nie wykluczam, że jeszcze kiedyś znów się tam wybiorę.
