Uomo – mocca z orzechami

Dziś na blogu debiutują perfumy Valentino. W portfolio modowego giganta nie ma jednak zbyt wielu kompozycji dedykowanych mężczyznom. Z tego względu swoją przygodę z włoską marką postanowiłem rozpocząć od najbardziej znanego męskiego zapachu w jej ofercie. Mowa oczywiście o Uomo. Perfumy te powstały w 2014 a ich autorem jest Olivier Polge. I między innymi przez wzgląd na osobę twórcy, jak również na swój charakter, bohater dzisiejszego wpisu często porównywany jest do Dior Homme. Myślę, że już teraz mogę zdradzić, że prezentowane dziś perfumy również utrzymane są w klimacie gourmand. Jest jednak parę różnic. Jakich? Tego dowiecie się z niniejszego wpisu.

Valentino Uomo

Uomo posiada jasny i raczej mało charakterystyczny początek. Jest on delikatnie cytrusowy. To zasługa obecnej w głowie zapachu bergamotki. Dzięki niej kompozycja otwiera się świeżo i lekko. Ostrzejszego tonu nadaje jej natomiast mirt. Ożywia głowę recenzowanych dziś perfum, jednocześnie wprowadzając do nich pierwsze nuty drzewne. Wątek drzewny jest bowiem ważnym elementem Uomo. Wrócimy jednak do niego później. W tym miejscu chciałbym natomiast podzielić się obserwacją, iż dzieło Polge’a zauważalnie inaczej układa się na bloterze niż na mojej skórze. Na papierku dłużej zachowuje bowiem początkową świeżość, jest też silniej zielone. Na mnie te cechy dość szybko przestawały być widoczne. Co zatem dominowało?

Valentino Uomo

W sercu Uomo dość wcześnie na pierwszy plan wybija się nuta czekolady. Jest nieco słodka i kremowa, nie wywołuje jednak wrażenia przesytu. Dawka, jaką zastosował Polge jest wręcz idealna. Tuż obok czekolady pojawia się zaś orzech laskowy. Takie połączenie znane jest wszystkim miłośnikom słodyczy, w perfumerii nie pojawia się jednak zbyt często. Posiada zresztą raczej niszowy charakter, co niewątpliwie wpływa też na odbiór opisywanego dziś zapachu. Orzechowe oblicze kompozycji wzbogacone pralinkową czekoladą nadaje jej wręcz nugatowego aromatu. Muszę jednak zaznaczyć, że jest w nim też coś lekko zielonego. Tak jakby orzechy pochodziły z młodej leszczyny i nie były jeszcze w pełni dojrzałe. Powyższy duet doprawiono zaś wytrawną wonią świeżo palonej kawy (stąd tytuł niniejszej recenzji). Sama kawa nie odgrywa tu istotnej roli, stanowi jednak ciekawe urozmaicenie skomponowanych przez Polge’a perfum. Nadaje im nieco goryczy oraz męskiego charakteru. Niemniej, w swoim sercu Uomo pozostaje gładki i ciepły. W poprzednim akapicie wspomniałem też o nutach drzewnych i chciałbym teraz powrócić do tego wątku. Od samego początku w kompozycji dość istotną role odgrywa bowiem drewno cedrowe. Miękkie i lekko słodkie, buduje szkielet tych perfum. To do niego przymocowane zostały wszystkie inne elementy. Za jego sprawą mam wrażenie jakby tytułowa mocca serwowana była nie w filiżance a w drewnianym kubku. I choć w bazie cedr wciąż nie wychodzi całkowicie na pierwszy plan, jego obecności nie da się przeoczyć. Ja natomiast praktycznie nie zauważyłem deklarowanego na ostatnim etapie tych perfum aromatu skóry.

A teraz kilka słów o walorach użytkowych kompozycji Valentino. Jeśli chodzi o projekcję to Uomo utrzymuje się gdzieś po środku skali. Zapach nie jest ani ewidentnie mocny ani nad wyraz cichy. Dopasowany został do nowoczesnych standardów biurowych. Posiada za to całkiem dobrą trwałość. W moim przypadku wynosiła ona około 8-9 godzin. W tym miejscu przypomnę tylko, że dzieło Polge’a ma koncentrację wody toaletowej, w związku z czym taki wynik uznać należy za w pełni zadowalający.

Valentino Uomo

Muszę przyznać, że flakon recenzowanych dziś perfum nieco zaskakuje swoim wzorem. Dla mnie jest na wpół męski a na wpół kobiecy. Sam kształt butelki kojarzy mi się nieco z Dolce & Gabanna pour homme. Różnicą jest jednak faktura. Cała powierzchnia flakonu Uomo pokryta jest bowiem malutkimi piramidkami o kwadratowej podstawie. Wygląda to trochę tak, jakby buteleczka była najeżona. Niewątpliwie zapobiega to jednak jej wyślizgnięciu z ręki. Uwagę zwraca także złota blaszka zastępująca etykietę. Nie ma na niej bowiem nazwy tych perfum! Przeczytać za to możemy jaka jest ich marka. Muszę przyznać, że to dość zaskakujący zabieg. Natomiast złote i brązowe (atomizer) elementy dobrze pasują do charakteru kompozycji. Zastanawiać może jedynie różowawa barwa wypełniającej wnętrze flakonu cieczy. Nadaje ona całości kobiecego wyglądu.  

Co do zasady, ciężko mi jednoznacznie podsumować stworzone przez Olivier’a Polge’a perfumy. Niewątpliwie Uomo jest zapachem słodkim, ale nosi się go raczej komfortowo. Nie można też odmówić mu pewnej elegancji. Jest cieplejszy niż Dior Homme, nie określiłbym go jednak jako zmysłowy. W moim odczuciu ma też raczej wieczorowy charakter,  choć dobrze sprawdzi się również w jesienne i zimowe dni. Niewątpliwie wyróżnia się na tle większości tego, co znajdziemy na półkach największych sieciówek w Polsce. Brakuje mu jednak pazura. Gładki i kremowy charakter kompozycji każe mi zakwalifikować ją jako bardzo bezpieczną. Albo wręcz zachowawczą. Po męskich perfumach oczekuję jednak czegoś więcej. 

Uomo
Główne nuty: Czekolada, Orzechy Laskowe, Drewno cedrowe.
Autor: Olivier Polge.
Rok produkcji: 2014.
Moja opinia:  Warto poznać.