Prezent dla niej - Perles de Lalique

     Dziś na blogu drugi wpis z cyklu Prezent dla niej, w którym przedstawiam zapachy damskie, z którymi warto zaznajomić swoje partnerki. Bohaterem niniejszej recenzji jest zaś Perles de Lalique – moim zdaniem jedne z najlepszych kobiecych perfum powstałych w XXI wieku. Ta mająca premierę w 2006 roku kompozycja przez producenta określana jest jako nowoczesny szypr, stanowiący odę do nieprzemijającej kobiecości. Brzmi ekscytująco, prawda? W założeniu dzieło Natalie Lorson odzwierciedlać ma uczucie jakie towarzyszy kobiecie wkładającej naszyjnik z pereł. Przywoływać w pamięci ich jedwabisty dotyk na skórze oraz zapewniać poczucie piękna i elegancji. Moim zdaniem Perles de Lalique doskonale spełnia powyższe założenia, co postaram się wykazać w niniejszym wpisie.

     Już sam początek zapachu określiłbym jako co najmniej intrygujący. Za sprawą pieprzu Bourbon sprowadzanego z wyspy Reunion jest on bardzo wyrazisty i pikantny. Kreuje efekt jak gdyby perfumy te sypały wokół drobnymi iskierkami wyładowań elektrycznych. Jednocześnie jest też ewidentnie kwaskowy, co zawdzięcza obecnej w głowie zapachu nucie bergamotki. Choć oficjalny spis nut na to nie wskazuje wiele osób wyczuwa w omawianej kompozycji również cedr, który moim zdaniem współtworzyć może wspomniany wyżej „elektryczny” efekt. Do tego już w tej fazie jest w Perles także pewna słodycz, stanowiąca zapowiedź tego, co czeka na nas w sercu tych perfum. Takie otwarcie zapachu fascynuje i sprawia, że z niecierpliwością czekam na to, co wydarzy się na dalszym etapie jego rozwoju.

     Po pewnym czasie Perles de Lalique stają się słodsze odsłaniając przed nami swoje kwiatowe serce. Zbudowane zostało ono w oparciu o aromaty irysa oraz bułgarskiej róży, ta ostatnia wyczuwalna była jednak już w głowie zapachu. Irys nadaje kompozycji charakterystycznej pudrowości, natomiast róża odpowiedzialna jest za wspomnianą przeze mnie słodycz. Jest przy tym jednocześnie jakby dymna, cielesna i bardzo zmysłowa. Zdecydowanie kobieca. W sercu Perles obecna jest też paczula, przy czym została ona przedstawiona w sposób, którego nie znajduję chyba w żadnych innych perfumach. Jest czysta, powiedziałbym nawet, że sterylna, rozjaśnia zapach, jednocześnie go energetyzując. Sprawia, że molekuły radośnie wibrują w powietrzu, zaś Perles de Lalique powoli zaczyna przechodzić do swojej ostatniej fazy. Ze słodkiego kwiatowego serca przechodzimy do wytrawnej, drzewno-mszystej bazy. Tworzą ją akordy wetywerii, mchu dębowego i drewna kaszmirowego, która to nuta uzyskana została za pomocą aromamolekuły zwanej Cashemeranem. Zapach ochładza się, stając się przy tym nieco bardziej mroczny, wciąż jednak pozostaje bardzo wykwintny i klasyczny. Muszę przyznać, że zwieńczenie Perles ma w sobie pewien męski pierwiastek, nasuwający skojarzenia z Z Zegna, z którym zresztą współdzieli część składników. Nie zaburza to bynajmniej doskonałego odbioru całości tych perfum. Kompozycja jest zbalansowana, spójna i jednorodna, ciężko było mi wyłowić w niej niektóre pojedynczy nuty.

     Jestem także pod wrażeniem projekcji Perles de Lalique. Zapach jest intensywny i od samego początku wyraźnie zaznacza swoją obecność na skórze. I choć z czasem stopniowo traci na sile to zaręczam, że ani przez chwilę nie pozostaje niezauważalny. Jak na wodę perfumowaną przystało  ma też całkiem dobrą trwałość na poziomie 7-8 godzin, co pozwala nam w wystarczającym stopniu nacieszyć się jego pięknem.

     Inspiracją dla stworzenia flakonu Perles była zaprojektowana przez Rene Lalique’a w 1928 roku kolekcja pudernic i buteleczek na perfumy „Cactus”. W odróżnieniu od swoich protoplastów otrzymał on jednak bardziej nowoczesny wygląd. Jest prosty a przy tym elegancki, zaś mleczne - jakby zmrożone szkło dobrze pasuje do charakterystyki znajdujących się w nim perfum.

     W moim odczuciu Perles de Lalique to perfumy wyjątkowe i oryginalne, a przy tym niezwykle eleganckie. Rozwijają się naprawdę pięknie i dobrze układają się na skórze, dzięki czemu nosi się je bardzo komfortowo. Dodam też, że w 2007 roku magazyn Marie Claire przyznał im nagrodę w kategorii najlepszy zapach. Ja za to kupiłem Perles mamie i był to strzał w 10, gdyż zarówno koleżanki z pracy jak i pacjentki wielokrotnie pytały ją czym tak cudownie pachnie. Nie są one przy tym wcale kompozycją dedykowaną dojrzałym kobietom i świetnie sprawdzą się także na młodszych dziewczynach. Stanowią za to doskonałe potwierdzenie wysokiej jakości i niesztampowości zapachów marki Lalique.

Perles de Lalique
Główna nuta: Paczula.
Autor: Nathalie Lorson.
Rok produkcji: 2006.
Moja opinia:  Gorąco polecam!