Au Masculin - kieliszek absyntu

     W odpowiedzi na sukces jaki wśród pań odniosły perfumy Lolita Lempicka marki Lolita Lempicka w 2000 roku zdecydowano się zaprezentować ich dedykowany panom odpowiednik. Au Masculin  (fr. męski, rodzaju męskiego) to zapach określany jako orientalny gourmand i już na tej podstawie można spodziewać się, że w tej kompozycji duża rolę odgrywać będzie wanilia. Stworzenie tych perfum ponownie powierzono zaś Annick Menardo, której dzieła ostatnio często pojawiają się na blogu. Wydaje mi się, że warto również wspomnieć o pewnej grze słów związanej z nazwą tych perfum.  Francuskie słówko au wymawia się niemal identycznie jak eau (fr. woda), a zatem omawiany kompozycja, będąca pod względem koncentracji wodą toaletową, podwójnie zaznacza swój męski charakter. I tu pojawia się pewien problem, bowiem perfumy te to niemal idealny uniseks…

     Początek Au Masculin jest bardzo wyrazisty i od razu przykuwa uwagę. Na pierwszy plan wybijają się w nim dwie nuty. Pierwszą z nich stanowi lukrecja. Nadaje ona zapachowi słodyczy i wnosi korzenne akcenty. Tuż obok niej pojawia się bardzo często wykorzystywany przez Mennardo anyż gwiaździsty. Jego woń jest ostra i gorzka, sprawia, że w odbiorze perfumy te wydają się niemal chropowate. Połączenie tych dwóch przypraw daje naprawdę niezwykły efekt, a stworzony przez nie akord bardzo silnie kojarzy się z zapachem absyntu. Dodatkowo w otwarciu Au Masculin pojawia się jeszcze jeden intrygujący składnik - zielony bluszcz. Wnosi on do zapachu zimne, zielone tony, dodatkowo podkreślając jego gorycz. Taki stan rzeczy nie utrzymuje się jednak zbyt długo, bowiem do głosu dochodzić zaczynają kolejne nuty, a pod ich wpływem na krótką chwilę pojawiły się u mnie nawet pewne skojarzenia z zapachem piernika.

     W sercu Au Masculin  dzieje się dużo i ciekawie. Przede wszystkim wzmożeniu ulega słodycz tych perfum. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą wanilii, która oprócz słodkich tonów wnosi do zapachu także pewną puszystość. Na tym etapie nie ma już żadnych wątpliwości co do przynależności omawianych perfum do gatunku gourmand. To wrażenie ulega jeszcze spotęgowaniu pod wpływem obecności migdałów. Dodatek rumu pogłębia kompozycję, zaś w połączeniu z migdałowymi akcentami tworzy aromat zbliżony do woni amaretto lub orszady. Słodycz Au Masculin zostaje jednak zrównoważona przez zastosowanie nuty fiołka, który nie tylko balansuje zapach, ale i wprowadza do niego silny męski pierwiastek. Jest to niestety jedyny stricte męski akcent w całej kompozycji. W tej fazie perfumy są słodkie, jednak nie przesłodzone. Dzieło Menardo jest jakby czekoladowe, nie ma w nim jednak gorzkiej woni kakao, przypomina raczej aromat wydobywający się ze świeżo otwartego pudełka pralinek. W bazie słodycz Au Masculin kontynuowana jest za sprawą bobu tonka, traci ona jednak na intensywności. Za sprawą cedru pojawiają się pierwsze, bardziej wytrawne akcenty. Towarzyszy im żywiczna woń labdanum, pozyskiwanego ze - zwanego również różą górska - czystka. Nie da się też nie zauważyć obecności wetywerii, która znacząco wpływa na obniżenie temperatury recenzowanych perfum. Jest zimna i stalowa, a jej aromat, przynajmniej dla mnie, najwyraźniejszy jest tuż u samego schyłku zapachu. Do samego końca obecne są też, tworzące oś kompozycji, lukrecja i anyż.

     Po sześciokrotnych testach Au Masculin mogę potwierdzić tezę, że przez pierwsze 2 godziny po aplikacji perfumy te projektują naprawdę wyraźnie potem zaliczają zaś wyraźny spadek formy. Po upływie wspomnianego okresu stają się bardzo bliskoskórne, z rzadka podrywając się w powietrze. Jak na wodę toaletową są za to wręcz fenomenalnie trwałe. 12-14 godzin to wynik godny pozazdroszczenia, z testowanych zaś przeze mnie do tej pory zapachów podobnymi rezultatami poszczycić się mogły chyba jedynie kompozycje tworzone przez Serge’a Lutens’a i Montale, wszystkie mające jednak koncentrację wód perfumowanych.

     Zaprojektowany przez markę Bormioli Luigi (autora m.in. buteleczek Armani i Guerlain La petite robe noire) flakon ma naprawdę oryginalny wygląd. Co może być lepszym symbolem wiecznej miłości niż serce z imieniem ukochanej wyryte w pniu drzewa? Chyba nic nie przychodzi mi na myśl. Co więcej ma on jeszcze jedną symbolikę. Zgodnie z materiałami promocyjnymi pień drzewa oznacza siłę zaś serce namiętność. Do tego ma on nietypową szaro-fioletową barwę doskonale moim zdaniem pasującą do zapachu lukrecji. W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że to flakon w dużej mierze przyczynił się do porażki jaką Au Masculin odniósł w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsi mężczyźni uznali go bowiem za niemęski, w związku z czym, na skutek słabych wyników sprzedaży, perfumy te są obecnie niedostępne na terenie USA.

     Niewątpliwie Au Masculin to zapach piękny i odważny, zaś pomimo deklarowanego męskiego charakteru z powodzeniem używać go mogą także kobiety. Nie jestem pewien czy wśród nich nie wzbudza on nawet większego entuzjazmu. Mój problem z tymi perfumami jest jednak inny. Zwyczajnie nie lubię zapachu lukrecji ani anyżu. Z tego też powodu nigdy nie zakupie własnego egzemplarza, choć muszę zaznaczyć, ze cena za jaką można nabyć Au Masculin jest naprawdę kusząca. Pomijając jednak moją osobistą niechęć do dwóch wyżej wymienionych składników mogę z czystym sumieniem polecić recenzowany dziś zapach, z tym zastrzeżeniem, że znacznie lepiej sprawdzi się on jednak zimą niż latem.  

Au Masculin
Główne nuty: Lukrecja, Anyż.
Autor: Annick Menardo.
Rok produkcji: 2000.
Moja opinia:  pomimo niechęci do głównych składników - Polecam.