Summer for Men – lato, ach to Ty!

Grupa zatytułowana perfumy na lato jest niezwykle obszerna. Szczególnie, że co roku pojawiają się nowe limitowane edycje, o których rok później nikt już nie pamięta. Bohater dzisiejszego wpisu – Summer for Men od Burberry także doczekał się kilku wersji. Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie jednak jego pierwotnej wersji, powstałej w 2007 roku. Wtedy to bowiem angielska marka zdecydowała się na poszerzenie swojej oferty o zapach lekki, świeży i niezobowiązujący. Czy Summer spełnia te założenia? Moim zdaniem tak. A co więcej można powiedzieć o tych perfumach? Tego dowiecie się z dalszej części niniejszego wpisu.

Summer for Men

Recenzowane dziś perfumy posiadają silnie alkoholowy początek. Wrażenie to znika jednak w przeciągu kilku sekund. A sam zapach szybko staje się zielono-owocowy. Na pierwszy plan wybija się zaś nuta ananasa. Jest słodki aromat nadaje kompozycji egzotycznego charakteru. Ma w sobie coś iście tropikalnego. Na pewno też od razu kojarzy się z wakacjami. Przynajmniej mi. Ananas nadaje Summer for Men słodyczy. Jest ona wyraźna i może nieco landrynkowa, nie można jednak uznać jej za nachalną. Szczególnie, że już po chwili uwidacznia się drugi z trzech głównych bohaterów tych perfum. Jest nim mięta. Jej obecność w znaczący sposób odwraca zaś klimat opisywanej kompozycji. Wprowadza ona niezbędny w perfumach na lato element chłodu. Jej mentolowy aromat bardzo przyjemnie kreci w nozdrzach. I świetnie orzeźwia. Początek Summer jest więc naprawdę lekki i w wakacyjnym klimacie.

Summer for Men

Jeśli chodzi o dalszy rozwój recenzowanego zapachu to podzielić się muszę pewnym spostrzeżeniem. Otóż według mnie nie posiada on klasycznej, trójdzielnej budowy. Jest raczej dwufazowy. Po otwarciu wchodzimy więc w drugi i ostatni etap kompozycji. Na nim wyraźnie dominuje zaś piżmo. Jego aromat jest jasny i ciepły. Trochę przypomina mi woń rozgrzanego żelazka. I pod tym względem Summer for Men kojarzy mi się nieco z L’Eau Serge’a Lutens’a. Niemniej kompozycja Burberry jest o dwa lata młodsza od dzieła francuskiej marki. Samo piżmo nie jest tu też aż tak bardzo syntetyczne. Choć co do jego nienaturalności nie mam raczej wątpliwości. Nie jest to jednak minusem. Przedstawione tak jak tu naprawdę dobrze wpisuje się w letni klimat tych perfum. Obok niego pojawia się zaś lekko słodki cedr. Nie jest on jednak wyczuwalny zbyt wyraźnie. To jedynie jakiś daleki drzewny aromat. Podobnie zresztą dzieje się z kminkiem. Wprowadza on może pewne ostrzejsze, przyprawowe niuanse, dla mnie pozostaje jednak bohaterem trzecioplanowym. Zupełnie nie wyczuwam za to deklarowanego w składzie tych perfum bobu tonka. Jego nuta mogłaby dodać końcówce zapachu nieco głębi a także pomóc utrzymać go trochę dłużej na skórze. Tak się jednak nie dzieje.

A skoro już wspomniałem o trwałości to czas przekonać się jak Summer for Men prezentuje się pod względem walorów użytkowych. I już teraz mogę powiedzieć, że dzieło Burberry zawodzi na całej linii. Zapach jest niezwykle lekki i delikatny. Jedynie w pierwszej godzinie projektuje w miarę wyraźnie. Potem zaś niemal stapia się ze skórą. Dopiero naprawdę obfita aplikacja pozwala otoczeniu zorientować się, że mamy na sobie te perfumy. Nie lepiej jest zaś z trwałością kompozycji. Na mnie utrzymywała się ona przez zaledwie 4 do 5 godzin. Uważam to za naprawdę słaby wynik, nawet biorą pod uwagę charakter zapachu.

Naprawdę dobre wrażenie robi za to flakon recenzowanego zapachu. Jego motywem przewodnik jest żeglowanie, co wielu osobom od razu skojarzy się z latem i wakacjami. Prostokątna butelka jest lekko wybrzuszona, tak by przypominać wzdęty od wiatru żagiel. Efekt ten nie jest jednak widoczny od frontu. Zauważyć go można dopiero patrząc pod kątem lub z profilu. Zwróćcie też uwagę na czcionkę, którą wypisana jest nazwa Summer. Czy nie kojarzy się Wam ona z żeglarską liną? Dla mnie marynistyczny klimat opisywanej buteleczki jest dość oczywisty. Całkiem nieźle prezentuje się też masywna, srebrna zatyczka, choć jej do bocianiego gniazda już bym nie porównał.

Summer for Men

Summer for Men to perfumy, których recenzja sprawiła mi trochę problemu. Są bowiem proste i niewymagające, ale na pewno nie kiepskie. Niby płaskie i dwuwymiarowe a jednak skomponowane całkiem zgrabnie. W stu procentach wpisują się też w koncepcję zapachu na lato. Są lekkie i zwiewne. Do tego świeże i przyjemne. Tercet ananas-mięta-piżmo gra w nich pierwsze skrzypce. Pozostałe nuty są tu tylko dodatkiem. Czasem wręcz ich nie czuć. Sama ewolucja w czasie też jest bardzo niewielka. I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Mimo frazy for Men w nazwie, Summer to dla mnie przykład idealnego uniseksu. Kompozycja ta tak samo dobrze jak mężczyźnie pasować bowiem będzie kobiecie.  

Summer for Men
Główne nuty: Ananas, Mięta, Piżmo.
Autor: brak danych.
Rok produkcji: 2007.
Moja opinia:  Może być.