Duc de Vervins – świetność dawno miniona
Dziś moje drugie spotkanie z francuską marka Houbigant, słynącą przede wszystkim z przełomowych Fougère Royale. Na bohatera niniejszego wpisu wybrałem natomiast Duc de Vervins. Jest to zapach zdecydowanie młodszy, powstał bowiem w 1985. Czyli w sumie i tak już całkiem dawno temu. A mimo to nadal dostępny jest na rynku. Przyjrzyjmy się zatem z czego to wynika. Jednak najpierw jeszcze kilka słów wprowadzenia. Nie każdy z Was wie bowiem, że tytułowe Vervins, to miasto we Francji, w którym produkowane były kiedyś perfumy Houbigant. Albo, że pachnidło to dedykowane jest szlachetnym indywidualistom, którzy dążą do wielkości. Uzbrojeni w tę wiedzę, bez dalszej zwłoki przekonajmy się zatem jak pachnie Duc de Vervins.
Początek zapachu jest wręcz niezwykle klasyczny. Od razu czujemy tu aromatyczną mieszankę ziół i cytrusów. Przy czym za sprawą ostrej woni tych drugich, reprezentowanych przez cytrynę i bergamotkę, otwarcie dzieła skojarzyło mi się trochę z Eau Sauvage Dior’a. Jego intensywna świeżość w podobny sposób niemal natychmiast przykuwa uwagę. Nie jest to jednak jedyne wrażenie, jakie odnajdziemy w głowie Duc de Vervins. Pierwsza faza tych perfum wzbogacona została bowiem również o nutę lawendy. Stąd wyczuwane przeze mnie silne, ziołowe akcenty. Jednocześnie, lawenda ma tu w sobie nieco więcej słodyczy. Nie jest natomiast sucha ani pylista. Nie kojarzy się też z trzymaną w szafie wraz z odstraszaczami na mole pościelą. Buduje natomiast coś, z czego bardzo łatwo zdać sobie sprawę. A chodzi o klimat fougère. Od samego początku nie można bowiem mieć wątpliwości, że opisywane dziś pachnidło należy właśnie do tej rodziny. I czuć to również na jego dalszych etapach.
Jeśli chodzi o serce kompozycji, to utrzymuje ono intensywnie aromatyczny charakter otwarcia. A dzieje się tak między innymi za sprawą rozmarynu. Który wpisuje się w ziołowy wątek Duc de Vervins, jednocześnie nadając jednak tym perfumom więcej wytrawności. Niweluje też nieco wprowadzony przez lawendę lekko mydlany klimat zapachu. Choć całość pozostaje czysta. Co jest wynikiem obecności szałwii muszkatołowej w środkowej fazie recenzowanych perfum. Także i ona przyczynia się zaś do tego, że postrzegam dzieło Houbigant jako bardzo tradycyjne. I w sumie, pod tym względem, trochę zachowawcze. Choć nieco więcej oryginalności próbuje nadać mu gałka muszkatołowa. Z kolei wątek cytrusowy kontynuowany jest za sprawą geranium. Przez co całość zachowuje swoje ostre krawędzie. Natomiast w bazie odnajdziemy przede wszystkim jeden składnik będący podstawą akordu fougère. A jest nim oczywiście mech dębowy. Całość nie nabiera jednak szczególnie drzewnego charakteru. Pozostaje świeża i zielona. Z wyczuwalnymi ostrzejszymi akcentami wynikającymi z sięgnięcia po paczulę. Ponadto, ostatnia faza zapachu uzupełniona została piżmem.
To teraz, standardowo, kilka słów o parametrach użytkowych prezentowanych perfum. I muszę przyznać, że pod tym kątem Duc de Vervins nie zawodzą. Zapach posiada wyraźną projekcję, która pozwala czuć go nie tylko na skórze, ale również w przestrzeni wokół nas. Tym samym może zwracać uwagę otoczenia. Jeśli natomiast chodzi o trwałość kompozycji, to według mnie jest ona dobra. A wynosi 7-8 godzin od aplikacji. Przy czym zwrócę Waszą uwagę na fakt, że nasz dzisiejszy bohater występuje pod postacią wody toaletowej. W czasach, gdy powstawał, takie walory użytkowe były jednak standardem.
Chciałbym też napisać kilka słów o flakonie, w którym dystrybuowane jest opisywane dziś pachnidło. Choć tak naprawdę nie ma za bardzo o czym pisać. Jego wzór jest bowiem dość prosty. Prostopadłościenna buteleczka wykowana jest z matowego, zielonego szkła osadzonego w złotych obramowaniach. Na froncie widzimy zaś jedynie wypisane białą czcionką litery D i V, nawiązujące oczywiście do nazwy zapachu. Poza nimi brak jednak jakichkolwiek innych oznaczeń. Całość uzupełniona zaś została o masywną, złotą zatyczkę. I to w zasadzie tyle. Przyznam szczerze, że taki wzór nie budzi we mnie większych emocji.
Moim zdaniem Duc de Vervins nie są perfumami złymi, brakuje mi w nich jednak tego czegoś. Rozumiem, że zapach ten powstał jako odpowiedź na panujące w latach 80’ XX wieku trendy i miał rywalizować z takim tuzami jak Azzaro pour Homme, Drakkar Noir, Polo Green czy Paco Rabanne pour homme. Na ich tle prezentuje się jednak przeciętnie. Albo może raczej wtórnie. Nie proponuje nic nowego, powiela natomiast to, co już znane. Choć robi to w przyjemny i całkiem udany sposób. Znając powyższe kompozycje i wiedząc, że były pierwsze, trudno jest mi jednak zachwycić się dziełem Houbigant. Nie mogę natomiast odmówić mu elegancji i męskiego charakteru. Ani wyraźnej świeżości. To jednak trochę za mało, by uznać Duc de Vervins za perfumy, które w pełni mnie do siebie przekonały.
Duc de Vervins
Główne nuty: Zioła, Cytrusy.
Autor: brak danych.
Rok produkcji: 1985.
Moja opinia: Może być. (4/7)
