Uwaga, klasyk! – Polo Green

Dziś na blogu po raz pierwszy pojawia się marka Ralph Lauren. I od razu zaczynamy od klasyka. Mój wybór padł bowiem na kultowe Polo Green z 1978 roku. Wraz z tą kompozycją na Agar i Piżmo powraca zaś Carlos Benaim. I jest to o tyle ciekawe, że poprzednim razem o marokańskim perfumiarzu wspominałem również przy okazji wpisu z cyklu Uwaga, klasyk! Wtedy chodziło jednak o Eternity for Men Calvin’a Klein’a. Wracając zaś do Polo Green, chciałbym powiedzieć, że zapach ten na lata wyznaczył standardy dla perfum leśnych. W swoim czasie niemal każdy chciał mieć na swojej półce charakterystyczny zielony flakon. Przekonajmy się jednak czy po upływie ponad 40 lat od swojej premiery kompozycja Benaim’a wciąż ma coś do zaoferowania współczesnemu mężczyźnie.

Polo Green.jpg

Początek recenzowanych dziś perfum to dla mnie eksplozja pikantnej zieleni. Od razu czuć głównego bohatera kompozycji jakim jest sosna. To ona odgrywa najważniejszą rolę zarówno w głowie jak i w sercu Polo Green. Jej woń jest ostra i zielona. Natychmiastowo kojarzy się z lasem. A także leśnymi odświeżaczami powietrza i płynami do kąpieli. Tyle że to one imitują dzieło Benaim’a, nie na odwrót. Polo pachnie też zdecydowanie bardziej naturalnie. W otwarciu wspomnianej sośnie towarzyszy zaś mieszanka ziół i przypraw. Całkiem łatwo odnajdziemy tu więc lawendę, która współtworzy początek kompozycji. Obok niej pojawiają się jeszcze dzięgiel, bazylia i kumin. Można też wyczuć charakterystyczną, wytrawną nutę jałowca. Dzięki niej początek Polo Green nabiera nieco bardziej dymnego charakteru. Delikatnie czuć też cytrusy, obecne tu za sprawą bergamotki. Według mnie opisywany dziś zapach otwiera się więc naprawdę ciekawie. I póki co nie uważam go wcale za retro.

   W sercu dzieło Carlos’a Benaim’a staje się cieplejsze a sosna zyskuje nowy entourage. Pojawia się sporo kwiatów. Całkiem wyraźnie czuje tu jaśmin. Oprócz niego na tym etapie występują jeszcze geranium, goździk oraz róża. Kompozycja nie traci jednak nic ze swojego męskiego charakteru. Co więcej, kwiaty nie są tu słodkie i zawiesiste, ale raczej lekkie i jeszcze trochę zielone. Jakby dopiero za chwilę miały rozkwitnąć. Również i w tej fazie odnajdziemy wspomniany już wątek ziołowy. Tutaj do jego budowy posłużyły zaś tymianek i majeranek. Za ich sprawą kompozycje przechodzi od soczystej zieleni do jej bardziej wytrawnej wersji. Efekt jest trochę taki, jakby wszystkie wspomniane wyżej składniki utrzeć razem w moździerzu. I dorzucić jeszcze kolendrę. Pachnie to dość niezwykle, choć zdaję sobie sprawą, że nie każdemu może przypaść do gustu. Mnie serce Polo Green całkiem się jednak podoba. Podobnie jak baza. Ta, mimo że drzewna, wcale nie jest ciężką. Benaim zbudował ją bowiem w oparciu o cedr połączony ze sporą ilością miękkiego piżma. Aby podtrzymać leśny charakter zapachu użył zaś mchu dębowego. A całość doprawił kadzidłem i paczulą. Można też doszukać się obecności skóry. Wszystko jest jednak zblendowane naprawdę udanie. Praktycznie nie mam zastrzeżeń. I wcale nie dziwi mnie fakt, że Polo to laureat FiFi Award z 1979 roku.

Polo Green.jpg

Jeśli chodzi o walory użytkowe recenzowanych dziś perfum, to Polo Green wypada dość przeciętnie. Ich projekcję określiłbym jako nieznacznie poniżej średniej. Zapach pozostaje bliżej skóry, choć przy głębszym wdechu nie trzeba się zbytnio wysilać, by móc go poczuć. Czasem jednak zapominałem o jego obecności. Trochę lepiej jest za to z trwałością kompozycji. Polo występuje pod postacią wody toaletowej i utrzymuje się na skórze przez około 6-8 godzin. I dla mnie jest to już całkiem satysfakcjonujący rezultat.

Mam wrażenie, że flakon prezentowanych dziś perfum to jeden z najbardziej rozpoznawalnych wzorów jeśli chodzi o zapachy dedykowane mężczyznom. Chyba każdy, kto choć trochę więcej interesuje się perfumami, przynajmniej raz w życiu widział tę zielona-złotą buteleczkę. Ciemnozielone szkło doskonale pasuje do charakteru kompozycji. Natomiast znajdująca się na przedniej ściance grafika gracza polo to oczywiście symbol marki Ralph Lauren. I to logo zna już chyba naprawdę każdy. W samym flakonie uwagę zwraca też jego złota zatyczka. Przypomina nieco kołeczek z ustawioną na nim piłka do golfa. Lub polo właśnie. W dodatku dwie główne (i jedyne) barwy w jakich wykonana jest ta buteleczka naprawdę dobrze ze sobą współgrają. Aż chce się mieć ten flakon na swojej półce.  

Muszę przyznać, że testy Polo Green okazały się dla mnie pozytywną niespodzianką. Po perfumach z 1978 roku spodziewałem się czegoś naprawdę staroświeckiego. A choć zapach ten nie przystaje już może do współczesnych standardów to jednak na pewno nie określiłbym go jako dziadkowy. Z pełną odpowiedzialnością mogę za to stwierdzić, że kompozycja ta jest naprawdę męska. Powiedziałbym nawet, że samcza. Polo to również kwintesencja tego, co rozumiem pod pojęciem perfumy leśne. Zieleń sosnowych igieł i żywicy definiuje dzieło Benaim’a. A choć jest jego głównym bohaterem to na pewno nie jedynym. Naprawdę zachęcam do poznania wszystkich wątków Polo.                     

Polo Green
Główne nuty: Nuty Drzewne.
Autor: Carlos Benaim.
Rok produkcji: 1978.
Moja opinia: Polecam.