Soul of the Forest – z nosem w poszyciu
Kto z nas nie lubi spacerów po lesie? Ale czy podczas tego typu przechadzek przyszło Wam kiedyś do głowy, że las może mieć duszę? Bo włodarzom marki Maison Margiela tak. Stąd na bloga trafiają dziś Soul of the Forest – perfumy powstałe w 2016 roku, a więc świętujące już swoje dziesięciolecie na rynku. A zainspirowane właśnie duchami lasu. Dlatego zapach ten ma w założeniu mieć w sobie coś fantastycznego. Kojarzyć się z driadami i sylvanami. I uważam, że jest to wizja rozpalająca wyobraźnię. Przekonajmy się jednak w jaki sposób przekuta została na aromat.
Hmm… hmm… i jeszcze raz hmm… Sam nie wiem, co myśleć o recenzowanych dziś perfumach. Trochę się w nich dzieje, ale ich woń jest inna niż się spodziewałem. Spróbuję jednak jakoś to wszystko poukładać. Początek Soul of the Forest jest intensywnie wytrawny i zielony. Głownie za sprawą nuty liścia czarnej porzeczki. Którego charakterystyczny aromat nadaje otwarciu zauważalnej cierpkości. Ale i delikatnej soczystości. Przez co opisywana kompozycja bardziej niż z lasem kojarzy mi się póki co z ogródkami działkowymi. Bardzo szybko da się w niej wyczuć również coś pikantnego. Rozbawiły mnie natomiast znalezione w Internecie komentarza na temat obecnej w głowie dzieła Maison Margiela nuty papryczki pimento. Owszem, pimento figuruje w spisie nut, ale chodzi o ziele angielskie (łac. Pimenta dioca), którego jagody po angielsku określa się często jako pimento berries. O żadnej papryce nie ma tu mowy. Pojawia się natomiast jeszcze coś mszystego, co może już nieco kojarzyć się z leśną ściółką.
W sercu stworzony przez Marie Salamagne zapach zaczyna zauważalnie zmieniać swój charakter. Według mnie nie staje się jednak drzewny, a żywiczny. Jakby gumowy. W czym duża zasługa obecnego na tym etapie zapachu labdanum. Które podtrzymuje wytrawny charakter kompozycji, w który wpisuje się też jeszcze nuta balsamu z jodły. Z tym, że ona akurat niesie też ze sobą coś, co nasuwa skojarzenia z igliwiem. Przez co całości znów bliżej do wspomnianej już ściółki, niż do lasu jako takiego. Przy czym żywiczne akcenty mają w sobie także coś słodszego, co wzmocnione zostało jeszcze poprzez wprowadzenie do środkowej fazy Soul of the Forest aromatu syropu klonowego. To dość ciekawy pomysł, choć moim zdaniem nuta ta nie jest tu jakoś specjalnie wyczuwalna. Wskazuje jednak na kierunek, w którym w dalszej części swojego dzieła podążyła Marie Salamagne. W bazie kompozycji odnajdziemy bowiem między innymi cedr atlaski. Nuta ta nie pachnie jednak zbyt naturalnie. Przywodzi na myśl słodkie i kleiste drzewne syntetyki. Co nie wpływa pozytywnie na to, jak postrzegam całe recenzowane dziś perfumy. W których końcówce odnajdziemy też jeszcze kadzidło, którego woń ma przywoływać w naszej wyobraźni zapach zeschniętych liści, oraz ostrzejszy aromat paczuli. Ten ostatni podkręca jeszcze trochę mroczny wydźwięk opisywanego pachnidła, nie wpływa jednak znacząco na jego ogólny kształt.
Zobaczmy teraz jak stworzona przez Marie Salamagne kompozycja prezentuje się pod kątem parametrów użytkowych. Na początek projekcja. A ta jest moim zdaniem słaba. Po mniej więcej godzinie od aplikacji zapach siada na skórze i już się z niej nie podrywa. Trudno wyczuć go w przestrzeni dookoła nas. Do tego nie można też być specjalnie zadowolonym z jego trwałości. Zauważyłem, że dzieło Maison Margiela znika ze skóry już po upływie 5-6 godzin od wyperfumowania się nim. A przecież mamy tu do czynienia z koncentracją eau de parfum. Można więc być trochę rozczarowanym.
A co ciekawego napisać mogę o flakonie, w którym dystrybuowany jest nasz dzisiejszy bohater? Przede wszystkim chyba to, że w odróżnieniu od większości zapachów w ofercie belgijskiej marki, wykonany jest on z ciemnego szkła. Które zarezerwowane jest dla wód perfumowanych. Podobnie zresztą, jak i połyskująca, srebrna etykieta. Z której wyczytać możemy między innymi nazwę i markę kompozycji, jej temat przewodni (żywica i starożytne drewna) oraz, że mamy tu do czynienia z pachnidłem dedykowanym obu płciom. Charakterystyczne są również brak zatyczki oraz cienki, czarny sznureczek owinięty wokół nasady srebrzystego atomizera. Całość prezentuje się zaś przyjemnie dla oka i zachęca do sięgnięcia po tę buteleczkę.
Czasem mam tak, że pisząc jakąś recenzję, naprawdę się męczę. A Soul of the Forest okazały się perfumami, które zafundowały mi właśnie takie wrażenia. Nie tylko nie potrafię jednoznacznie ich ocenić, ale nawet dobrze opisać. Otwarcie przyznam Wam, że nie jestem do końca zadowolony z kształtu niniejszego tekstu, ale też nie wiem, co mógłbym w nim zmienić. Nasz bohater jest bowiem zapachem bardzo monolitycznym. Którego leśny aromat odzwierciedla wonie żywic i runa, a nie drzew. Co samo w sobie jest dość ciekawe. Problemem jest dla mnie natomiast syntetyczna końcówka kompozycji. I jej słabe parametry użytkowe. Zastanawiałem się nawet czy nie ocenić prezentowanego pachnidła jeszcze o jedno oczko niżej. Finalnie zdecydowałem się na Warto poznać, ale to bardziej za pomysł niż za wykonanie. Tym bardziej ciekaw jestem jednak, co Wy sądzicie o Soul of the Forest.
Soul of the Forest
Główne nuty: Nuty Drzewne.
Autor: Marie Salamagne.
Rok produkcji: 2016.
Moja opinia: Warto poznać. (5/7)
