Osmanthus – sekret cesarskiego pałacu
Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz recenzowałem jakieś perfumy z oferty The Different Company. Zdecydowałem zatem, że czas odświeżyć znajomość z tą, stworzoną przez Jean-Claude’a Ellenę, marką. Na szczęśliwego bohatera dzisiejszej recenzji wybrałem zaś Osmanthus. Jest to zapach z 2000 roku, za którego skomponowanie odpowiedzialny jest sam Ellena. Co ma sens, biorąc pod uwagę, że pachnidło to inspirowane jest jego wizytą w Chinach, a w szczególności w słynnym Zakazanym Mieście. W założeniu, perfumy te posiadać mają zaś subtelny i świetlisty charakter. Oddawać hołd tytułowemu kwiatu. A jak jest w rzeczywistości? Sprawdźmy!
Otwarcie recenzowanego zapachu jest zielono-cytrusowe. A właściwie odwrotnie, cytrusowo-zielone. To bowiem aromaty bergamotki i mandarynki wydają mi się grać w nim pierwsze skrzypce. Początek nie jest jednak jakoś szczególnie słodki. Określiłbym go natomiast jako lekki i jasny. A także rześki. Do czego najpewniej przyczynia się wspomniany już akord zielony. Który w dziele Jean-Claude’a Elleny przybiera raczej abstrakcyjny charakter. Naprawdę trudno mi wskazać w oparciu o jakie składniki zostały zbudowany. Co po części wynika również z tego, że gra on tutaj raczej drugoplanową rolę, pozostając w tle kompozycji. Zaryzykowałbym jednak stwierdzenie, że w otwarciu pojawia się galbanum.
Nawet po tym jak głowa Osmanthus już przeminie, opisywane perfumy zachowują sporą część ze swojego pierwotnego charakteru. Mimo wprowadzenie wątku kwiatowego, którego głównym przedstawicielem jest właśnie tytułowy osmantus, utrzymują swoją lekkość. Jest w nich przestrzeń, a także charakterystyczna dla Elleny prostota. Co nie znaczy bynajmniej, że dzieło The Different Company jest banalne. Aromat osmantusa z natury jest wielowymiarowy i łączy w sobie wątki kwiatowe, morelowe i skórzane. I choć w przedstawianym pachnidle francuski mistrz zdecydował się pójść w owocowo-cytrusową stronę, to pozostałe elementy również są wyczuwalne. Przy czym zaznaczony już na wstępie wątek zielono-cytrusowy wzmocniony jeszcze został za pomocą geranium. I czegoś jakby pieprznego? Natomiast kwiatową stronę zapachu podkreślono przy użyciu jaśminu. Chcę jednak jasno zaznaczyć, że moim zdaniem recenzowana dziś kompozycja ani przez chwilę nie skręca na terytorium zarezerwowane dla pachnideł z etykietką pour femme. I to pomimo tego, że w jej bazie pojawia się jeszcze róża. Przy okazji czego znów uwidacznia się sygnaturowy dla Jean-Claude’a Elleny minimalizm. Królowa kwiatów nadaje bowiem całości wyrafinowania, ani trochę jej jednak nie przytłacza. Uzupełniona zaś została piżmem, dzięki któremu ostatnia faza zapachu nabiera więcej zmysłowości. Powiedziałbym nawet, że staje się do pewnego stopnia jedwabista. Nadal wyczuć w niej jednak można, wynikające z obecności osmantusa, skórzane niuanse. Co tylko nadaje jej atrakcyjności.
Wypadałoby też napisać kilka słów o parametrach użytkowych recenzowanych dziś perfum. Jak prezentują się ich projekcja i trwałość? Na początek na pierwsza. Przy czym według mnie jest ona umiarkowana. Na pewno nie mamy tu do czynienia z zapachem, który już z daleka daje otoczeniu znać o swoje obecności. Osmanthus ma bardziej dyskretny charakter, da się jednak wyczuć go na skórze. Podobnie neutralnie oceniam też jego trwałość. W moim wypadku wynosiła ona od 6 do 8 godzin od aplikacji, co dla wody toaletowej jest według mnie przyzwoitym wynikiem.
To teraz może jeszcze o flakonie dzieła The Different Company. A ten raczej mnie do siebie nie przekonał. Wydaje mi się bowiem mocno nijaki. Co częściowo wynika z bladego odcienia zamkniętej w jego wnętrzu cieczy. Która zlewa się z umieszczonymi na buteleczce złotymi napisami, mówiącymi nam o nazwie, marce oraz przewodnich nutach kompozycji. Jak zawsze dobrze prezentuje się natomiast masywna srebrna zatyczka. Ma ona kształt, złożonej z położonych jeden na drugim okręgów, piramidy i wyraźnie odcina się od reszty wzoru.
Uważam, że Osmanthus to całkiem ciekawa pozycja w ofercie The Different Company. Z aromatem tytułowej rośliny zrobić można wiele interesujących rzeczy, i choć Jean-Claude Ellena zdecydował się na tę najmniej oryginalną, to zrobił to na tyle udanie, że jego dzieło zdecydowanie broni się przed krytyką. Zapach jest świeży, nieco słodki, ale też nieco wytrawny. Prosty i transparentny. A zarazem elegancki. Widać w nim pomysł autora oraz czuć, jak całość zmienia się w czasie. Jest tu coś przyjaznego. A także na tyle uniwersalnego, że mimo wyraźnego wątku kwiatowego, kompozycja pasuje zarówno kobietom jak i mężczyznom. Sugeruję jednak samemu się o tym przekonać.
Osmanthus
Główna nuta: Osmantus.
Autor: Jean-Claude Ellena.
Rok produkcji: 2000.
Moja opinia: Warto poznać. (5/7)
