Cardinal - to co boskie

     "... i ofiarowali mu złoto, kadzidło i mirrę.". A choć złota w składzie recenzowanych dziś perfum próżno szukać to i tak zapach ten zasługuje na uwagę. Cardinal to jedne z najbardziej znanych niszowych perfum na świecie a do tego perła w koronie stworzonej przez James'a Heeley'a marki. Obok Avignon od Comme des Garçons i Montale - Full Incense stanowią też wzór dla wszystkich kompozycji z kadzidłem w temacie. Czemu jednak zawdzięczają swoją popularność? Jak to się stało, że zapach, który w oczywisty sposób kojarzy się z kościelnymi obrzędami zyskał aż tak wielką sławę na całym świecie? Zaintrygowany fenomenem tego stworzonego w 2006 roku pachnidła postanowiłem zaopatrzyć się w próbki i samemu sprawdzić, co kryje się w opatrzonym krzyżem flakonie. Choć nie chciałbym uprzedzać faktów myślę, że już teraz mogę przyznać, iż Cardinal przerósł moje najśmielsze oczekiwania i z miejsca wskoczył na moją listę do kupienia. 

     Zapach rozpoczyna się bardzo intensywnie. Silna woń kadzidła frankońskiego niesionego aldehydami natychmiast informuje nas z jakiego typu kompozycją mamy do czynienia. Kadzidło jest zimne i kościelne. Generuje w mojej wyobraźni obraz jakiejś starej, kamiennej, francuskiej katedry np. Notre Dame. Sam zapach nie jest jednak aż tak chłodny - ciepłe tony wprowadzone zostały za pomocą akordu lnu. Dzięki niemu Cardinal nabiera także specyficznej czystości. Wydobywający się z kadzielnicy dym jest biały. Jeden głębszy wdech  wystarczy, bo poczuć również obecny w głowie tych perfum pieprz. Dzięki obecności jego czarnej odmiany kompozycja nabiera ostrości, podczas gdy ta różowa wspólnie ze wspomnianymi już przeze mnie aldehydami wpływa na zwiększoną lotność tych perfum.

     W sercu Cardinal traci część swojej początkowej ostrości. Kadzidło frankońskie, zwane również olibanum wychodzi na absolutnie pierwszy plan. Jest aromatyczne i lekko kwaskowe, tak jak lubię. W połączeniu z labdanum sprawia, że perfumy stają się słodsze i bardziej żywiczne. W ich głębi wyczuwam jednak pewną goryczkę. Najprawdopodobniej jest ona wywołana za sprawą obecnej na tym etapie zapachu mirry. W efekcie perfumy znów trochę się ocieplają, dalej pozostajemy jednak w obrębie kościelnych murów. Cardinal nie jest przy tym wcale zapachem ciężkim. Bliżej mu do rozświetlonych dużą ilością witraży strzelistych gotyckich katedr niż ponurych romańskich kościołów. W bazie początkowo najwyraźniej daje o sobie znać paczula. Jest ziemista i ma w sobie coś zwierzęcego. Towarzyszy jej zaś zimna wetyweria. Najmniej wyczuwam natomiast ambrę, ale to właśnie do niej należy końcówka tych perfum. Jest słodka i otulająca, ale i męska zarazem. Jej siła oddziaływania nie jest przy tym na tyle duża, abym mógł określić końcową fazę zapachu jako ciepłą. Co to, to nie. Przez cały czas swojego trwania na skórze Cardinal pozostaje zapachem chłodnym i posadzkowym. A do tego absolutnie przepięknym!

     Wyjątkowo cieszy mnie bardzo dobra projekcja, która cechuje stworzone przez James'a Heeley'a perfumy. Przez pierwsze 2 godziny Cardinal pachnie naprawdę wyraźnie, ale nawet po upływie 5-6 jestem w stanie bez większego problemu wyczuć go wokół siebie. Jest też całkiem trwały. Zapach ma stężenie wody perfumowanej i na mojej skórze utrzymuje się średnio przez 9-10 godzin. Wystarczająco, bym mógł się nim nacieszyć do woli.

     Jeśli chodzi o flakon to wszystkie perfumy z linii eau de parfum marki Heeley utrzymane są w podobnej konwencji. Szklana, walcowata buteleczka z czarną zatyczką i białą etykietą prezentuje się jednocześnie prosto i elegancko. Tę z napisem Cardinal zdobi czarny, zbliżony wyglądem do maltańskiego krzyż, zaś w środku znajduje się ciesz kolorem przypominającą płynną mirrę. Moim zdaniem bardzo udane zastawienie.

     Na zakończenie chciałbym jeszcze raz podkreślić jak wielkie wrażenie wywarły na mnie te perfumy. W moim odczuciu Cardinal to zapach przecudnej urody, choć o bardzo liniowym rozwoju. Jest przewidywalny, ale piękny w swojej prostocie i lekkości. Choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to powszechne ja bardzo lubię stosować tego typu kadzidlane kompozycje latem. Ich kościelny chłód przynosi ulgę w gorące dni i wytwarza wokół użytkownika niezwykłą, jakby mistyczną aurę. Sam Cardinal często porównywany jest zaś do Incense Extreme Andy'ego Tauer'a - kompozycji, której nie znam, ale już wiem, że muszę poznać. Bez względu na wszystko, mogę też śmiało rekomendować go nie tylko fanom frankońskiego kadzidła, ale wszystkim, którzy poszukują niezwykłych i oryginalnych pachnideł. Mnie kardynał zachwycił. 

Cardinal
Główna nuta: Kadzidło.
Autor: James Heeley.
Rok produkcji: 2006.
Moja ocena: Gorąco polecam!