1 Million – jedna sztabka dla…

     Dziś na blogu jeden z największych best-sellerów ostatnich lat. 1 Million od Paco Rabanne. Zapach, który szturmem zdobył serca zarówno panów jak i ich wybranek. Otwarcie muszę przyznać, że i ja używałem kiedyś tych perfum. Było to jednak tuż po ich - mającej miejsce w 2008 roku - premierze, kiedy jeszcze nie pachniało nimi pół Polski, a ja nawet nie podejrzewałem, że zostanę perfumowym blogerem. Wtedy ich słodka, drzewno-przyprawowa woń bardzo przypadła mi do gustu. Dziś moje spojrzenie na ten zapach jest już zupełnie inne, ale pewien sentyment pozostał. Z tego też względu testy przeprowadzone na potrzebę niniejszego wpisu sprawiły mi odrobinę przyjemności, choć nie sądzę bym kiedykolwiek miał na stałe wrócić do używania 1 Million. Wystarczy jednak o mnie - czas przekonać się jak pachnie jeden z największych perfumowych hitów Paco Rabanne.

     Stworzona przez trio perfumiarzy – Christophe’a Raynaud’a, Olivier’a Pescheux i Michel’a Girard’a - kompozycja już na wstępie okazuje się być naprawdę słodka. W otwarciu na pierwszy plan wyraźnie wybija się mandarynka. Jest dojrzała, soczysta i wręcz poraża swoją aromatyczną słodyczą. Momentami miałem wrażenie jakby jej zapach wręcz oblepiał mi nos. Na szczęście jej woń przełamana została świeżym mentolowym akordem. To właśnie mięta pieprzowa sprawie, że głowa 1 Million ma w sobie coś orzeźwiającego. Obok dwóch wyżej wymienionych nut na tym etapie pojawia się także grejpfrut. Również jego obecność pozytywnie wpływa na zmniejszenie stopnia słodyczy tych perfum. Jego gorzkie akcenty dobrze wkomponowują się  w początek zapachu. Już na tym etapie czuć także przebijające spod nut głowy i budujące serce 1 Million przyprawy. Co by nie mówić jego otwarcie naprawdę błyszczy złotem, choć jest zarazem trochę landrynkowe.

     Przechodząc w fazę serca perfumy ulegają wyraźnemu przeobrażeniu. Słodkie akcenty przybierają na sile. To chyba efekt piżma. W moim odczuciu główną rolę grają tutaj jednak kardamon i cynamon, choć zastanawiam się też nad obecnością goździków. Za sprawą wspomnianych przypraw temperatura zapachu rośnie. Ani na moment kompozycja nie staje się jednak wytrawna. Cały czas zmierza w wyznaczonym przez twórców kierunku, znacząco hacząc o klimat gourmand. Momentami trochę przypomina nawet Boss Bottled. Zaczynam też wyraźnie wyczuwać w niej coś kwiatowego. To róża. Również i ona jest słodka i intensywna, nie powoduje jednak mdłości. Przesuwa natomiast 1 Million w rejony znane choćby z Le Male Jean’a Paul’a Gaultier. Na tym etapie zapach staje się też trochę mydlany. W bazie pojawia się natomiast akord skórzany, w moim odczuciu jest on jednak za słaby by definitywnie przesądzić o męskim charakterze tych perfum. Obok niego występują się też nuty drzewne - przede wszystkim cedr oraz ambra. Zupełnie nie potrafię natomiast wyczuć paczuli. Zakładam, że jest ona współodpowiedzialna na wspomniany wyżej skórzany akord jednak jako pojedyncza nuta pozostaje dla mnie nie do wyłapania.

     1 Million charakteryzuje się świetną projekcją, co w jego przypadku stanowić może pewien problem. Zapach łatwo przedawkować a tym samym przyprawić nie tylko siebie, ale i otoczenie o solidny ból głowy. Zalecam stosowanie z umiarem. Gwarantuje, że i tak będzie wyczuwalny. Perfumy te mają też doskonała trwałość. Pomimo, iż jest to woda toaletowa to na moim ciele utrzymywały się przez 10 do 12 godzin. Rewelacyjny wynik, tym bardziej, że nie czuć w nich wcale tanich, chemicznych utrwalaczy.

     Flakon stanowi w moim odczuciu perfekcyjne dopełnienie 1 Million. Kształtem przypominający sztabkę złota, z pozłacanym frontem świetnie współgra zwłaszcza z początkowym aromatem tych perfum. Z kolei ciemne szkło, z którego został wykonany wskazuje na raczej wieczorowy charakter zapachu. Atomizer działa bez zarzutów i pozwala sprawnie dozować zapach na skórę. Pod względem formy otrzymujemy więc produkt kompletny.

     Choć 1 Million powiela schematy od lat obecne w perfumerii i bezczelnie czerpie z dorobku takich kompozycji jak wspomniane już przeze mnie Le Male i Boss Bottled, to nie mogę powiedzieć, że to słaby zapach. Na pewno nie jest aż tak zły jak uważa wiele osób. Sprytnie łączy to, co znane i sprawdzone, sam nie wnosi jednak nic nowego. Pozostaje trochę bez wyrazu. Taki brak charakteru jest przy tym typowy dla perfum komponowanych przez większą ilość twórców. Stanowi pewnego rodzaju kompromis. Jest popowy i wtórny, ale mimo wszystko może się podobać. Brakuje mu jednak męskości i według mnie perfumy te mogą spokojnie być używane także przez kobiety. Jeszcze raz podkreślę przy tym, że jest to zapach zdecydowanie wieczorowy, który dobrze sprawdzi się o każdej porze roku.

 

1 Million
Główne nuty: Drzewne, Przyprawy.
Autor: Christophe Raynaud, Olivier Pescheux, Michel Girard.
Rok produkcji: 2008.
Moja opinia:  Może być.