Olfaktoryczna anatomia – Mleczne i kremowe drewno sandałowe

     Nadszedł czas, aby w ramach Olfaktorycznej anatomii przedstawić składnik stanowiący bazę wielu świetnych perfum. Drewno sandałowe, bo o nim mowa, już w starożytności cenione było ze względu na swój specyficzny i długotrwały aromat. W nowoczesnej perfumerii, obok cedru i oudu, jest jedną z najczęściej wykorzystywanych nut drzewnych. Można je spotkać zarówno w kompozycjach dedykowanych paniom jak i tym przeznaczonym dla mężczyzn. Zapraszam do zapoznania się z krótką charakterystyką sandałowca oraz zapachami, w których odgrywa on kluczową rolę.

     Sandałowiec biały (santalum album) to półpasożytnicza roślina z rodziny sandałowatych (santalaceae) występująca na obszarze Australii, Południowo-Wschodniej Azji oraz na wyspach Oceanu Spokojnego. Pomimo iż posiada zdolność do fotosyntezy to  potrzebne do życia sole mineralne oraz wodę musi pozyskiwać z korzeni innych roślin. W naturze można go spotkać zarówno w formie krzewu jak i drzewa. W tej ostatniej może osiągnąć wysokość nawet do 9 metrów. Jego drewno posiada bardzo ścisłą strukturę, dodatkowo jest odporne na impregnację.

     Tak ceniony na świecie aromatyczny olejek sandałowy pozyskiwać można ze wszystkich „drewnianych” partii drzewa – również jego korzeni. W procesie ekstrakcji wykorzystuje się termity, które służą do usunięcia tych części drewna, które nie nadają się do uzyskania olejku. Pozostała w efekcie tych działań twardzina jest następnie mechanicznie rozdrabniana oraz poddawana nasączeniu w wodzie. Ostatnie etap obejmuje destylację przy użyciu pary wodnej. Niestety, proces ten nie jest zbyt wydajny a jego efektywność wynosi w przybliżeniu 1,5%. W związku z tym, aby pozyskać 1 litr olejku koniecznej jest zużycie 20 kg drewna. W tej sytuacji nie powinny dziwić ceny jakie osiąga ono na światowych rynkach – ok. 1.200 euro za kilogram. Uprawy sandałowca znajdują się między innymi w Indiach Wschodnich, Timorze, na Hawajach, w Bangladeszu, Nepalu, Sri Lance, Australii, Indonezji i wyspach Oceanii.  Ten najbardziej ceniony przez perfumiarzy pochodzi zaś z Mysore (Indie). W niektórych krajach drzewa te znajdują się także pod ścisłą ochroną.

     Zapach drewna sandałowego często określany jest jako mleczny lub kremowy. Jest także słodki i drzewny. Ma w sobie również coś waniliowego. Od lat znany jest też jego kojący wpływ na układ nerwowy. Potrafi on zmniejszać skutki stresu, bezsenność oraz łagodzić depresję. W kulturach wschodnich sandałowiec był powszechnie stosowany zarówno w rzeźbiarstwie jak i do buddyjskich i hinduistycznych obrzędów religijnych. Z drewna sandałowego wykonane były niektóre elementy w pałacach króla Salomona oraz królowej Kleopatry. W Indiach jest ono także symbolem witalności.

     Ze względu na swoją trwałość oraz niezwykły aromat drewno sandałowe znajduje szerokie zastosowanie także w nowoczesnej perfumerii. Stosunkowo łatwo komponuje się z innymi nutami zapachowymi, między innymi z goździkami, paczulą, jaśminem, czarnym pieprzem, bergamotką, szałwią, galbanum, kadzidłem i mirrą. Nic więc dziwnego, że Serge Lutens oparł na nim aż 3 ze swoich pachnideł – świetne Santal de Mysore i Santal Majuscule oraz już mniej spektakularny Santal Blanc. Woń sandałowca odnajdziemy również w dwóch wielkich hitach dedykowanych kobietom: Dior – Addict i Samsara od Guerlain. Na blogu miałem już za to przyjemność recenzować Tam Dao francuskiej marki diptyque. Na uwagę zdecydowanie zasługują też takie zapachy jak Sandalo Lorenzo Villoresi’ego, Santal 33 od Le Labo, 10 Corso Como, Tom Ford – Santal Blush oraz ponownie Sandalo – tym razem jednak od Etro. Zainteresowanie mężczyzn wzbudzić może również Dries van Noten z kolekcji Frederic’a Malle.