Sugi – drzewny minimalizm
Sugi to trzecie (po Hinoki i Yoyogi) z perfum Comme des Garçons powstałych we współpracy z magazynem Monocle, które trafiają na Agar i Piżmo. Zresztą chronologicznie zapach ten również jest trzeci w kolekcji (2013 rok), przed nim powstały bowiem Hinoki oraz Laurel. Natomiast za skomponowanie prezentowanego dziś pachnidła odpowiedzialny jest Antoine Maisondieu. Zanim jednak przejdę do opisu jego aromatu, chciałbym jeszcze wyjaśnić czym jest tytułowe sugi. A chodzi o narodowe drzewo Japonii, w języku polskim nazywane kryptomerią japońską (łac. Cryptomeria japonica), zaś po angielsku cedrem japońskim (choć bliżej mu do cyprysa). Uzbrojeni w tę wiedzę, przekonajmy się zatem jak pachnie dzieło Comme des Garçons.
Bez dwóch zdań, Sugi są perfumami drzewnymi. I świeżymi. A obie te cechy czuć już od samego początku. W którym na pierwszy plan wybija się nuta cyprysa. Wytrawna i aromatyczna, od razu wskazuje kierunek, w którym w swoim dziele podążył Antoine Maisondieu. Jednocześnie, już teraz da się zauważyć, że opisywany dziś zapach jest wyraźnie chłodny. I to mimo tego, że w jego głowie, obok cyprysa, pojawia się składnik kojarzący się zazwyczaj z cieplejszymi kompozycjami. A jest nim czarny pieprz. Sposób w jaki został on wprowadzony do pierwszej fazy perfum Comme des Garçons uznaję jednak za naprawdę ciekawy. A to dlatego, że choć oficjalnie składa się ona tylko z tych dwóch nut, to doszukać się w niej można zarówno czegoś mentolowego, jak i kamforowego. Choć na pierwszym planie pozostaje wątek drzewny. Który po pewnym czasie zaczął mi się wydawać lekko retro. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Głowa zapachu jest wytrawna i elegancka, ale przy tym lekka. Ma w sobie również coś subtelnie sportowego.
Im dalej w las, tym więcej drzew. Zaś w sercu Sugi do przysłowia tego nawiązuje wirginijskie drewno cedrowe. Które, notabene, świetnie wpisuje się w zbudowany w głowie klimat kompozycji. W naturalny sposób kontynuuje bowiem to, co zapoczątkował cyprys. W środkowej fazie dzieło Comme des Garçons utrzymuje więc swoją drzewną świeżość. Natomiast, dość zaskakująco, na liście budujących ją nut pojawia się także irys. Który dla mnie nie jest tu wyczuwalny jako samoistna nuta. Można natomiast zauważyć wpływ, jaki wywiera on na stworzone przez Antoine’a Maisondieu pachnidło. Jego aromat wygładza co ostrzejsze krawędzie, tak by żadna drzazga przypadkiem nie wbiła nam się w palce. Nadaje całości wyrafinowania i bardzo delikatnej słodyczy. Opisywane perfumy pozostają bowiem wyraźnie wytrawne, jednak za sprawą irysa pojawia się w nich coś lekko pudrowego. Jeśli zaś chodzi o bazę zapachu, to… cóż… Odnajdziemy w niej jeszcze więcej nut drzewnych. Przede wszystkim zieloną i nieco terpentynową sosnę, która sprawia, że w swojej ostatniej fazie recenzowane perfumy kojarzą mi się ze świeżo położoną podłogą. Do tego dochodzi zaś jeszcze wetyweria, która podtrzymuje rześki charakter Sugi. Całość jest więc nieco monotematyczna, ale zdecydowanie skomponowana w sposób, który może się podobać.
Czas by przedstawić to, jak prezentują się parametry użytkowe recenzowanego dziś pachnidła. Przy czym, według mnie mogłyby one być lepsze. Projekcja tych perfum jest bowiem dość dyskretna. Trudno wyczuć je na skórze. Zdaję sobie natomiast sprawą, że taka subtelność bardzo dobrze pasuje do charakteru zapachu. A co z jego trwałością? Tu również trudno o powody do zadowolenia. Podczas przeprowadzonych przeze mnie testów dzieło Comme des Garçons odparowywało ze skóry już po upływie 5-6 godzin. Dodam też jednak, że występuje ono pod postacią wody toaletowej.
Pewnym zaskoczeniem okazało się dla mnie to, jak wygląda flakon opisywanych perfum. Pokryty jest on bowiem warstwą żółtej farby. Co nijak nie pasuje do charakteru zamkniętego w jego wnętrzu aromatu. Poza tym, to jednak wzór typowy dla całej powstałej we współpracy z Monocle kolekcji. Buteleczka jest więc prostopadłościenna, a jej front zdobi okrągła, czarna etykieta. Z której wyczytać można nazwę zapachu i jego koncentrację. Całość uzupełniona zaś została przez walcowata, czarną zatyczkę. Nie jestem jednak pewien, czy taki wzór całego flakonu mi się podoba.
Długo zastanawiałem się jak finalnie ocenić Sugi. Wahałem się zaś między Polecam a Warto poznać. Nie mam bowiem wątpliwości, że mamy tu do czynienia z bardzo dobrymi perfumami drzewnymi, jednak ich jednolity charakter wydał mi się lekko nudny. Wolę, gdy w zapach ma bardziej zróżnicowaną ewolucję i więcej się w nim dzieje. A jednak zdecydowałem się na pierwszą z ocen. Dlaczego? Chyba głównie ze względu na to, jak ciekawie przedstawione tu zostały wiodące nuty drzewne. Choć całość jest wytrawna, retro, a nawet lekko sportowa, to ma w sobie również coś lekkiego i eleganckiego. Jakiś niewymuszony szyk. Przez co nie mogę powiedzieć, że dzieło Antoine’a Maisondieu nie pasowało by kobiecie. Do tego dochodzi zaś jego wyraźna świeżość, która towarzyszy nam aż do późnej bazy. Tak więc, mimo liniowości, uważam, iż Sugi są pachnidłem naprawdę misternie skonstruowanym. Ale może sami się o tym przekonacie?
Sugi
Główne nuty: Nuty Drzewne.
Autor: Antoine Maisondieu.
Rok produkcji: 2013.
Moja opinia: Polecam. (6/7)
