Blackberry & Bay – kosz pełen jeżyn
Oferta perfum Jo Malona jest całkiem bogata, a że kilka zapachów zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie, zaś English Oak & Hazelnut mam nawet w swojej kolekcji, to nikogo nie powinno dziwić, że od czasu do czasu na Agar i Piżmo pojawia się recenzja kolejnego pachnidła brytyjskiej marki. Tym razem mój wybór padł natomiast na Blackberry & Bay. Jest to kompozycja powstała w 2012 roku, której autorem jest Fabrice Pellegrin. Zainspirowana zaś została dziecięcym wspomnieniem związanym ze zbieraniem jeżyn w jesiennym lesie. Co niewątpliwie podsuwa nam wskazówkę co do charakteru zapachu. Przekonajmy się jednak, co jeszcze znajdziemy w dziele Jo Malone.
Jak na perfumy, w których jedną z głównych ról odgrywają owoce, to Blackberry & Bay okazały się dla mnie zaskakująco wytrawne. Co czuć już od samego początku, choć dopiero z czasem wrażenie to przybiera na sile. Natomiast za jego obecność w otwarciu recenzowanej kompozycji odpowiada według mnie przede wszystkim grejpfrut. Nie gra on tu może pierwszoplanowej roli, jednak jego cierpki aromat w znacznym stopniu przyczynia się do tego, jak odbieram dzieło Jo Malone. Obok niego (a w zasadzie przed nim) pojawia się zaś tytułowa jeżyna. Nie jest to popularna nuta, a na blogu pojawiło się do tej pory zaledwie kilka pachnideł, w których występuje. W tej kategorii na wyróżnienie niewątpliwie zasługują zaś Mûre et Musc od L’Artisan Parfumeur. Wracając natomiast do naszego dzisiejszego bohatera, chciałbym zauważyć, że aromat jeżyny nadaje mu nie tylko owocowej słodyczy, ale również soczystości. I, co ciekawe, nie znika wraz z fazą głowy, a jedynie chowa się na drugim planie, z którego raz po raz będzie nam jeszcze dawał o sobie znać.
Wspomniałem już, że wraz z upływem czasu recenzowane perfumy stają się coraz bardziej wytrawne. Co spowodowane jest między innymi tym, że ich serce zbudowane zostało w oparciu o nutę liścia laurowego. Na co zresztą wskazuje już sam tytuł zapachu. Na tym etapie pojawia się zatem coś charakterystycznie gorzkawego. Co sprawia, że podczas testów Blackberry & Bay miałem czasem wrażenie suchości w ustach i chęć sięgnięcia po szklankę wody. Intrygujące odczucie. Aby jednak nie przeciągnąć struny, Fabrice Pellegrin wprowadził do środkowej fazy swojego dzieła również akord kwiatowy. Dość abstrakcyjny. Trudno w nim wyróżnić poszczególne nuty, zwłaszcza, że umieszczony on został raczej w tle kompozycji. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki niemu całość zapachu zachowuje balans. Jest wytrawna, ale nie do przesady. I to mimo, iż w jej bazie pojawiają się wyraźne nuty drzewne. I tu od razu jednak uwaga. Mimo odmiennego składu, recenzowana dziś kompozycja swoim klimatem nieustannie kojarzyła mi się ze wspomnianymi już English Oak & Hazelnut. Odnajduję w niej podobną, charakterystyczną drzewność. Która w przedstawianym pachnidle została zbudowana w oparciu o cedr i wetywerię. Dzięki czemu końcówka zapachu ma w sobie coś zauważalnie świeżego.
A teraz kilka słów o walorach użytkowych opisywanych perfum. Zacznę od projekcji. Która zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Blackberry & Bay posiadają wyraźny aromat, dzięki czemu szanse, że zapomnimy o obecności zapachu na naszej skórze są naprawdę znikome. Nie uważam natomiast, by jego woń była inwazyjna. Jeśli zaś chodzi o trwałość, to i tu nie można zbytnio narzekać. Opisywana kompozycja znika z ciała po mniej więcej 6-7 godzinach od aplikacji, warto jednak wziąć poprawkę na fakt, że występuje ona pod postacią eau de cologne.
A jak wygląda flakon prezentowanego dziś pachnidła? Myślę, że raczej nikt nie będzie zaskoczony tym, że mamy tu do czynienia z typowym wzorem stosowanym przez brytyjską markę. I tak zatem, wykonana z przeźroczystego szkła buteleczka ma kształt smukłego prostopadłościanu. Którego front zdobi kremowa etykieta z czarnym obramowaniem. Z niej możemy zaś wyczytać informacje o nazwie zapachu, jego marce oraz koncentracji. Widnieje na niej również logo Jo Malone. Natomiast plastikowa zatyczka jest srebrna i trochę kojarzy mi się z beretem. Z kolei wnętrze flakonu wypełnia bezbarwna ciecz. Całość wzoru wpisuje się w minimalistyczny styl marki.
Podsumowanie dzisiejszej recenzji zacznę może od odniesienia się przyświecającej powstaniu Blackberry & Bay inspiracji. O ile bowiem co do znaczenia jeżyny nie można tu mieć wątpliwości, to nie bardzo wyczuwam w tych perfumach cokolwiek jesiennego. Zapach jest jasny, a przez większość czasu również świeży. Co skłania mnie raczej do skojarzeń z wiosną. Natomiast, niezależnie od tego, kompozycja udanie balansuje między słodyczą a wytrawnością. Bo choć przeważa ta druga, to jednak nie na tyle, byśmy mogli mieć uczucie przesytu. Do tego, całość, choć prosta, ma w sobie także coś interesującego. Fabrice Pellegrn w oszczędny sposób zbudował dla Jo Malone pachnidło zmienne i wielowymiarowe. Za co należy mu się pochwała.
Blackberry & Bay
Główne nuty: Jeżyna, Nuty Drzewne.
Autor: Fabrice Pellegrin.
Rok produkcji: 2012.
Moja opinia: Warto poznać. (5/7)
