Oud Zarian – lukrecjowy wir

W zeszłym roku marka Creed wypuściła na rynek kilka nowych zapachów. Wśród nich znalazł się zaś bohater dzisiejszego wpisu, a więc Oud Zarian. W dotyczących tych perfum materiałach można zaś znaleźć między innymi informację o tym, że do ich budowy posłużył dojrzewający 80 lat oud. Co niewątpliwie wzbudza ciekawość. Przyjemność pracy z tym składnikiem przypadła natomiast słynącej z tworzenia orientalnych pachnideł Cécile Zarokian. Która tym samym debiutuje na Agar i Piżmo. Znalazłem również informację, że prezentowana dziś kompozycja określana jest jako przyprawowo-drzewna. Przekonajmy się zatem czy rzeczywiście tak pachnie.

     Zgodnie z moimi oczekiwaniami, najnowsze dzieło Creed okazało się silnie orientalne. Już samo otwarcie bogate jest w aromaty przyprawowe i żywiczne. Wśród których niewątpliwie na pierwszy plan wybija się, deklarowana jako nuta bazy, lukrecja. I tu zaczyna się mój problem z Oud Zarian. Absolutnie nie znoszę bowiem zapachu lukrecji. Kojarzy mi się on z czarnymi żelkami Haribo, których nie lubię od dziecka. I zdecydowanie wpływa to na mój odbiór stworzonego przez Cécile Zarokian pachnidła. Sam akord przyprawowy wzmocniony też jednak został imbirem, który nadaje całości zarówno pikanterii jak i podnosi jej temperaturę. Do tego już w głowie kompozycji odnajdziemy również kadzidło frankońskie, przez co sprawia ona wrażenie nie tylko dymnej, ale jakby gęstej. Opisywany zapach jest ciężki, niemal mroczny. Teoretycznie, nieco lekkości przydawać mu powinna, także pojawiająca się w jego głowie, bergamotka, jednak dla mnie nie jest tu ona wyczuwalna.   

     W sercu Oud Zarian Cécile Zarokian wykonała pewien ciekawy zabieg. Oficjalnie, pojawia się w nim bowiem tylko jedna nuta. Którą jest róża majowa. Mimo to, kompozycja nie staje się płaska czy nudna. Recenzowane perfumy nadal żyją na skórze. Przez moment stają się bardziej drzewne, zahaczając o wytrawniejsze cedrowe niuanse, by z czasem wpaść w objęcia kwiatowej słodyczy. Przy czym wspomniana róża nie jest tu wcale marmoladowa. Zwłaszcza, że na tym etapie nadal bardzo dobrze wyczuwalne są przyprawy. Zaś obok wspomnianej już lukrecji, silniej swoją obecność zaznacza cynamon. Przez co, w moim odczuciu, środkowa faza Oud Zarian ma w sobie coś miodowego. Przyprawowe molekuły wirują w złocistej poświecie, raz po raz osiadając na drzewnym szkielecie kompozycji. A skoro już o drzewach mowa… W bazie dzieła Creed dość wyraźnie wyczuć można drewno sandałowe. Któremu towarzyszy bób tonka. Przez co końcówka zapachu nabiera zauważalnej kremowości. Wzmocnieniu ulega także jej słodycz. Którą ja postrzegam momentami jako przesadną. Aby jednak zachować balans Cécile Zarokian sięgnęła po takie nuty jak choćby paczula i tytułowy oud. Który, notabene, nie jest tu jakoś specjalnie wyczuwalny. Wątek żywiczny podbudowany został natomiast przy pomocy mirry. Dzięki czemu powracają pewne drzewne akcenty.

     Chciałbym też poświęcić chwilę uwagi parametrom użytkowym opisywanego dziś pachnidła. Jeśli chodzi o projekcję Oud Zarian, to moim zdaniem jest ona w normie. Dzieło Creed posiada umiarkowaną moc. Jest wyczuwalna na skórze i w najbliższej przestrzeni wokół nas, nie wykracza jednak poza naszą strefę komfortu. Posiada natomiast bardzo dobrą trwałość. Taką na poziomie 11-12 godzin aplikacji. Pod tym kątem zdecydowanie można być więc usatysfakcjonowanym. Nawet biorąc pod uwagę fakt, iż recenzowana kompozycja występuje pod postacią wody perfumowanej.

     To jeszcze kilka słów o flakonie prezentowanych dziś perfum. Zrobił on bowiem na mnie bardzo dobre wrażenie. Zwłaszcza, że naprawdę nieźle pasuje do charakteru zamkniętej w jego wnętrzu cieczy. Choć sam wzór jest oczywiście typowy dla marki Creed. Jednak ciemnobrązowe szkło, z którego wykonana jest buteleczka natychmiast zwraca uwagę. Zwłaszcza, że zestawione zostało z kontrastowo złotą barwą, którą mają zatyczka oraz czcionka, za pomocą której wypisano nazwę zapachu oraz wykonano logo marki. Poza tym na froncie widzimy też charakterystyczne tłoczenie układające się w słowo CREED. Całość prezentuje się więc naprawdę nieźle i może zwracać uwagę na sklepowej półce.

     Przeglądając komentarze na temat Oud Zarian natrafiłem na sporo twierdzących, że perfumy te mogłyby spokojnie być częścią oferty Amouage. Z czym się zgadzam. Recenzowany zapach charakteryzuje się bliskowschodnim przepychem. Jest bogaty w aromaty drzewno-żywiczne i przyprawowe, a do tego wyraźnie słodki. Zaskoczyło mnie jednak to, do jak wielu różnych kompozycji omańskiej marki jest porównywany (między innymi Interlude Man, Royal Tobacco, Decision, Purpose 50, Guidance). Natomiast moim głównym problemem z dziełem Cécile Zarokian pozostaje dominująca nuta lukrecji. A także silna (choć, co ważne, nie klejąca) słodycz opisywanego pachnidła. Całość wydaje mi się zaś mieć nie tylko orientalny, ale i wieczorowy charakter. Jest ciężka i mroczna, a zarazem sensualna. Działa na zmysły. Z tym, że na moje niekoniecznie pozytywnie. Dlatego dzisiejszą recenzję chcę zakończyć stwierdzeniem, że Oud Zarian to naprawdę ciekawe perfumy, jednak, ze względu na moje preferencje, bez szans na wysoką ocenę w moim osobistym rankingu.

Oud Zarian
Główna nuta: Lukrecja.
Autor: Cécile Zarokian.
Rok produkcji: 2025.
Moja opinia:  Może być. (4/7)