Eau Capitale – Paryż w butelce
Od mojego ostatniego spotaknia z marką diptyque minęło już naprawdę sporo czasu. Co wynika po części z faktu, że zrecenzowałem już większość perfum, które chciałem poznać. Pozostały tylko L’Eau Trois i Eau Lente, ale próbki tych kompozycji są bardzo trudno dostępne. W moje ręce trafiła natomiast odlewka Eau Capitale, dzięki czemu francuski brand znów pojawia się na blogu. Opisywany dziś zapach powstał w 2019 roku, a jego autorem jest Olivier Pescheux. Za inspirację do stworzenia tego pachnidła posłużył zaś sam Paryż. Stolica (fr. capitale) Francji niewątpliwie intryguje i pobudza fantazję. Zresztą nie bez powodu co roku odwiedzają ją miliony turystów. Ale jak pachną dedykowane jej perfumy? Tego dowiecie się z dalszej części niniejszej recenzji.
Otwarcie Eau Capitale jest dość tradycyjne. Co w sumie nie dziwi, biorąc pod uwagę inspirację stojącą za powstaniem tych perfum. Sporo w nim zaś bergamotki. Oprócz cytrusowej rześkości wnosi ona do dzieła diptyque również nieco pobudzającej zmysły goryczy. Oraz sporo soczystości. Dzięki czemu głowa zapachu sprawia wrażenie przyjemnie świeżej. Aby nieco uatrakcyjnić pierwszą fazę swojego dzieła Olivier Pescheux sięgnął zaś po różowy pieprz. Który przydaje początkowi Eau Capitale słodyczy, jednocześnie sprawiając, iż wydaje mi się on bardziej przestrzenny. Dodatkowo, przy pomocy wspomnianej przyprawy zbudowany został pomost, przez który na scenę wkracza jeden z głównych bohaterów recenzowanych perfum. A w zasadzie napisać powinienem bohaterka.
Już kilka sekund po aplikacji dzieła diptyque na skórę czuć jak istotną rolę odgrywa w nim wątek kwiatowy. A zbudowany on został przede wszystkim w oparciu o aromat róży. Zaś na podstawie informacji znalezionych w Internecie udało mi się ustalić, że Olivier Pescheux sięgnął tu po dwa różna gatunki róży: bułgarską i turecką. W efekcie serce stworzonego przez niego zapachu przesycone jest słodyczą, która dla mnie przybiera barwę gdzieś pomiędzy różem a czerwienią. Mamy tu do czynienia z kwiatem dojrzałym i w pełnej krasie. Powiedziałbym nawet, że w środkowej fazie Eau Capitale odnajduję coś lekko owocowego. Nie czuć za to częstych przy różach marmoladowych konotacji. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, iż mimo znaczącej roli odgrywanej przez królową kwiatów, opisywana kompozycja nie wydaje mi się mieć silnego przechyłu w kobiecą stronę. Utrzymuje się po środku skali. Za sprawą ylang-ylang nabiera za to więcej kremowości. I być może to właśnie temu składnikowi zawdzięcza też wyczuwane przeze mnie owocowe akcenty. Natomiast baza zapachu zbudowana została w oparciu o nuty o silniej męskich charakterze. Przede wszystkim paczulę, której ziemisty aromat jest tu całkiem dobrze wyczuwalny. Sprawia on, iż mimo nieobecności mchu dębowego nie mam żadnych wątpliwości, iż Eau Capitale zalicza się do rodziny szyprów. Natomiast więcej świeżej i lekko drzewnej zieleni wnosi do kompozycji wetyweria. Tyle, że jej wpływ na całość recenzowanych perfum nie jest moim zdaniem zbyt istotny.
Przekonajmy się teraz jak nasz dzisiejszy bohater prezentuje się pod kątem parametrów użytkowych. Jeśli chodzi o projekcję zapachu, to według mnie jest ona umiarkowana. Lub może nawet lekko poniżej średniej. Nie ma jednak potrzeby szukania aromatu Eau Capitale na skórze. No chyba, że po 7-8 godzinach od aplikacji. Przez taki bowiem czas opisywana kompozycja utrzymuje się na ciele. Co sprawia, że jej trwałość określiłbym jako dobrą. Trzeba jednak pamiętać, że w odróżnieniu od wszystkich innych pachnideł diptyque, które do tej pory pojawiły się na Agar i Piżmo, to recenzowane dziś ma postać wody perfumowanej, a nie toaletowej.
Koncentracja, jaką mają opisywane dziś perfumy przekłada się bezpośrednio na wygląd ich flakonu. Francuska marka podkreśla bowiem różnicę między edp a edt przy pomocy kolorystyki butelek. A w zasadzie to ich etykiet. I tak, ta, którą opatrzony jest flakon Eau Capitale zdominowana jest przez czerń. W jej owal wpisana jest zaś wykonana białym tuszem grafika przedstawiające wieżę Eiffel’a – symbol Paryża – w otoczce z motywów roślinno-kwiatówych, wśród których łatwo rozpoznać wspomnianą już różę. Wzdłuż brzegów etykiety, w białym obramowaniu, wypisane są zaś informacje na temat producenta zapachu, w tym adres. A całość uzupełniona została jeszcze przez wykonane z czarnego plastiku atomizer oraz cylindryczną zatyczkę.
Podsumowanie dzisiejszej recenzji zacznę może od odniesienia się do wspomnianej we wstępie inspiracji Paryżem. Według mnie w opisywanych perfumach jest ona jednocześnie widoczna i niewidoczna. Niewidoczna, ponieważ po zapachu oddającym hołd miastu miłości spodziewałbym się większej złożoności. Bogactwa aromatów i innych doznań. Pobudzenia mojej fantazji. W Eau Capitale nie odnajduję jednak nic podobnego. A jednak biorąc pod uwagę, że mamy tu do czynienia z nowoczesnym i uniwersalnym szyprem, stolica Francji jakoś pojawia się przed moimi oczyma. Prostota i elegancja opisywanej kompozycji przywodzą mi na myśl paryski szyk. Przy okazji przygotowywania dzisiejszej recenzji natrafiłem też na sporo porównań dzieła diptyque do Portrait of a Lady Frédéric’a Malle. Jako, że do tej pory nie poznałem jeszcze stworzonego przez Dominique’a Ropion’a pachnidła, to nie mogę się do nich odnieść. Chciałbym natomiast zakończyć stwierdzeniem, że Eau Capitale to perfumy ciepłe i delikatne, a zarazem bardzo współczesne, choć osadzone głęboko w tradycji. Zachęcam Was jednak do testów i wyrobienia sobie własnej opinii na ich temat.
Eau Capitale
Główna nuta: Kwiaty, Cytrusy.
Autor: Olivier Pescheux.
Rok produkcji: 2019.
Moja opinia: Warto poznać. (5/7)