Cap d’Antibes – wakacje urzędnika

Antibes to niewielkie miasto, położone na południowy zachód od Nicei. Słynie ono z przylądka (największego we Francji), który stał się jednym z symboli Lazurowego Wybrzeża. To właśnie tam na początku XX wieku wakacje spędzała francuska arystokracja. I to również tam, Albert Fouquet, założyciel Eight & Bob, poznał i zaprzyjaźnił się z młodym John’em Kennedy’m. Natomiast inspirowany tym miejscem zapach powstał by przypominać autorowi o rejsach żaglówką, złotych zachodach słońca i barwnych przyjęciach, które odbywały się w Antibes. Wspomnieniach beztroskiego lata. Jednak wersja, którą dziś recenzuję, to nie oryginalna kompozycja Fouquet’a, ale reedycja z 2014 roku. Zobaczmy jednak na ile wiernie oddaje ona zamierzony klimat.

     Cap d’Antibes to typowy świeżak. I czuć to już od samego początku kompozycji. Choć w jej głowie więcej jest zieleni niż lazurowego błękitu. Głównie za sprawą liści fiołka. Których charakterystyczny, cierpki, roślinny aromat nadaje ton pierwszej fazie recenzowanych perfum. Upodabniając ją nieco do Fahrenheita. Z tym, że w otwarciu dzieła Eight & Bob dość istotną rolę odgrywa również mięta. Wpisuje się ona w roślinno-ziołowy wątek zapachu, jednocześnie nadaje mu jednak więcej świeżości. Oraz pewnej subtelnej słodyczy. Dość zaskakująco, oficjalny spis nut wskazuje również na obecność brzozy w głowie Cap d’Antibes. Jako taka, nie jest tu ona jednak dla mnie wyczuwalna. Zauważam natomiast pewne dymne akcenty, które mogą być pochodną jej wykorzystania.

     Jeśli chodzi o serce recenzowanych perfum, to według mnie zachowuje ono ich początkowy klimat. Nuty zielone nadal dominują, a na pierwszy plan wybija się aromat mchu dębowego. Dzięki czemu całość staje się odrobinę ciemniejsza. Gęstsza. Wrażenie to nie jest jednak specjalnie silne. Szczególnie, że jako jego kontrapunkt pojawia się tu cynamon. Za którego sprawą temperatura zapachu rośnie. A jednocześnie Cap d’Antibes nabierają zarówno słodyczy, jak i pikanterii. Pozostają jednak zauważalnie świeże. I do pewnego stopnia eleganckie. Na tym etapie, bardziej niż perfumy na rejs żaglówką, postrzegam je jako pachnidło, które w ciepłe letnie dni nosić można do biura. Jest w nim coś neutralnego. Co czuć także w bazie. W której główną rolę odgrywa drewno cedrowe. Moim zdaniem, brak mu tutaj jednak pazura. Typowy dla niego  aromat ołówkowych wiórków został jakby rozmyty. To, co czujemy w dziele Eight & Bob, to taki cedr z anemią. Za sprawą kadzidła powracają natomiast, wyczuwane przeze mnie w głowie zapachu, dymne niuanse. Choć i one nie są jakoś szczególnie wyraziste. Nieco lepiej czuć natomiast wanilię. Co nie może dziwić. Nuta ta często występuje w bazach perfum i zazwyczaj dość łatwo wpaść na jej trop. W Cap d’Antibes wpływa ona na dalsze osłodzenie kompozycji, spłycając przy okazji jej charakter.

     Poświęćmy teraz chwilę uwagi walorom użytkowym recenzowanych dziś perfum. Choć nie jestem do końca pewien czy walorom to właściwe słowo. Jeśli bowiem chodzi o ich projekcję, to jest ona dość umiarkowana. Plasuje się gdzieś w dolnych granicach średniej. Mając na sobie tę kompozycję, raczej nie zostaniecie dostrzeżeni w tłumie. Dodatkowo, jej trwałość również nie powala na kolana. Podczas testów odnotowałem czasy na poziomie 5-6 godzin od aplikacji. A przecież mamy tu do czynienia z wodą perfumowaną. Można by więc spodziewać się lepszych parametrów użytkowych.

     To może parę słów o flakonie? Ten bowiem, dla odmiany, zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Głównie za sprawą ciemnoniebieskiego szkła, z którego jest wykonamy. I które wskazywać ma na (deklarowany) morski charakter zapachu. Kontrastuje z nim natomiast biała etykieta, na której umieszczono, wypisaną czarną czcionką, markę producenta, oraz - w błękicie - nazwę zapachu. Wzór uzupełniony zaś został przez walcowatą, nieco schodzącą się u dołu, srebrną zatyczkę. W moim odczuciu całość prezentuje się wiec minimalistycznie, a zarazem elegancko.

     Po lekturze materiałów prasowych na temat Cap d’Antibes,  spodziewałem się, że będziemy mieć tu do czynienia z perfumami morskimi w typie Cool Water. Tymczasem, dzieło Eight & Bob, choć rzeczywiście świeże, oscyluje w zdecydowanie bardziej zielonych rejonach. Osobiście, nie odnajduję w nim jednak nic wyjątkowego. Według mnie zapach ten jest bardzo poprawny, brak mu jednak jakiejkolwiek oryginalności. Skomponowany jest tak, by żadna nuta szczególnie się nie wybijała, co wobec sięgnięcia po raczej bezpieczny zestaw składników sprawiło, że całości po prostu brak charakteru. Jeśli jednak szukacie bezpiecznych perfum, które latem uprzyjemnią Wam wizyty w biurze, to warto zainteresować się Cap d’Antibes. To, że perfumom tym nie udało się mnie do siebie przekonać, nie oznacza, że tak samo będzie w Waszym wypadku.

Cap d’Antibes
Główne nuty: Nuty Zielone, Nuty Drzewne.
Autor: brak danych.
Rok produkcji: 2014.
Moja opinia:  Może być. (4/7)