Essential Parfums – powrót do źródeł

Essential Parfums to jednak z marek, które w ciągu ostatniej dekady przebojem wdarły się na rynek. I do świadomości miłośników wonnych pachnideł. A stało się tak w dużej mierze dzięki sukcesowi, jaki na świecie odniosły stworzone przez Quentin’a Bisch’a Bois Imperial (sam znam z pracy dwie osoby, które ich używają). Ale nie tylko. Na obecną pozycję francuskiego brandu złożyło się też kilka innych czynników. Dlatego pomyślałem, że warto przygotować wpis, w którym przedstawię idee przyświecające powstawaniu zapachów Essential Parfums. Zapraszam zatem do lektury!  

     Zacznijmy od historii. Choć w wypadku Essential Parfums, ta nie jest akurat długa. Prezentowana dziś marka powstała bowiem w 2018 roku. Zdecydowanie zalicza się więc jeszcze do młodych. Za jej stworzenie odpowiada zaś Géraldine Archambault - francuska managerka od ponad 30 lat związana z sektorem perfum. Przy czym jej doświadczenie jest o tyle istotne, że skłoniło ją do zastanowienia się nad kilkoma kwestiami. Między innymi: dlaczego perfumy są tak drogie? I czy marketing musi przysłaniać prawdziwą wartość zapachu? W efekcie swoich rozważań doszła zaś do wniosku, że można tworzyć jakościowe perfumy, a następnie sprzedawać je po przystępnej cenie i bez zbędnej otoczki reklamowej. Trochę na zasadzie, że dobry zapach w rozsądnej cenie sam się obroni. Postanowiła więc przetestować tę hipotezę. I tak właśnie powstała marka Essential Parfums. Essential, bowiem dla Géraldine jest to powrót do tego co stanowi esencję (choć po polsku powinno się raczej powiedzieć kwintesencję) perfum. Na tyle na ile się dało, Francuzka ograniczyła koszty związane z opakowaniem, marketingiem i pośrednikami, stawiając na wysokiej jakości składniki oraz współpracę ze światowej sławy twórcami. W tym ostatnim punkcie widzę zresztą pewną zbieżność z Frédéric’iem Malle. Podobnie jak w przypadku jego Edition de Parfums, na flakonach należących od oferty Essential Parfums pachnideł również znajdziemy informację o tym, kto jest autorem danej kompozycji. Archambault zależało, by sercem oferowanych przez nią zapachów był przede wszystkim talent ich twórców. W tym miejscu warto również wspomnieć, że zatrudnieni przez Francuzkę perfumiarze, wśród których, oprócz wspomnianego Bisch’a, są między innymi Anne Flipo, Antoine Maisondieu, Bruno Javanovic, Nathalie Lorson i Fabrice Pellegrin, otrzymali w zakresie realizacji swoich dzieł sporą swobodę twórczą. To zresztą kolejny punkt, który zbliża Essential Parfums do Frédéric’a Malle. Z tym, że Géraldine Archambault zrealizowała też swój nadrzędny cel. Oferowana przez nią perfumy dostępne są bowiem w naprawdę przyjaznej cenie. W Polsce już za niecałe 400 zł za 100 ml, między innymi w Galilu i Impressium. A dodam, że do niedawna było jeszcze taniej. W zeszłym roku, ze względu na inflację, po 7 latach od startu, marka podniosła bowiem swoje ceny. Taka decyzja jest jednak dla mnie zrozumiała. Poza tym jeśli wziąć pod uwagę stosunek jakości do ceny, to uważam, że i tak produkty Essential Parfums znajdują się w ścisłej czołówce na rynku.

     Pisząc o stworzonej przez Géraldine Archambault marce warto wspomnieć także o jej manifeście. Który znaleźć można na oficjalnej stronie internetowej brandu. Wspomina on bowiem nie tylko o tym, że perfumy powinny nie być przywilejem, lecz czymś dostępnym dla wszystkich. Mówi także o dwóch innych bardzo istotnych kwestiach. Przede wszystkim wskazuje, że zapachy Essential Parfums powstają zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju (ang. sustainability). I że w dzisiejszych czasach nie jest to opcja, lecz konieczność. Z czym całym sercem się zgadzam. Dodatkowo, w manifeście znaleźć można informację o wyższości naturalnych składników nad syntetykami. Co jest już lekko dyskusyjne, bowiem nawet na Agar i Piżmo pojawiły się sylwetki perfumiarzy, którzy bardzo cenią sobie osiągnięcia współczesnej nauki. Osobiście nie chcę zaś wchodzić w polemikę, gdyż nie to jest celem niniejszego wpisu. Warto natomiast wspomnieć o jeszcze jednej cesze łączącej dzieła Essential Parfums. A tą jest prostota. I rzeczywiście, recenzowane przeze mnie do tej pory kompozycje miały w sobie pewien minimalizm. Nie było w nich widać przepychu, charakterystycznego choćby dla takich marek jak Amouage. Nie było w nich też jednak nic banalnego. Przeciwnie, niektóre były naprawdę kreatywne (nawet jeśli nie do końca trafiły w mój gust). Myślę, że do tej kategorii zaliczyć można choćby Fig Infusion czy wspomniane już na wstępie Bois Imperial. Zachęcam Was jednak byście sami zapoznali się z oferowanymi przez Essential Parfums pachnidłami i wyrobili sobie zdanie na ich temat.