Above the Waves – herbaciany tajfun

Skoro mamy lato, to, niezależnie od pogody, wypadałoby, żeby na blogu pojawił się jakiś zapach w takim właśnie klimacie. Dlatego zdecydowałem się przygotować recenzję perfum będących zeszłoroczną premierą marki Etat Libre d’Orange. A konkretnie Above the Waves. Przy czym na oficjalnej stronie francuskiego brandu znaleźć można informację, że jest to pierwsze pachnidło w jego ofercie, w którym główną rolę odgrywa herbata. Co może nieco zaskakiwać, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że ELd’O istnieje na rynku od 2006 roku. Zaintrygowało mnie też jednak to, że prezentowany dziś zapach powstał w hołdzie dla Mazu – chińskiej bogini mórz i oceanów, będącej patronką żeglarzy i rybaków. Choć w sumie, skoro herbata też pochodzi z Chin, to taka inspiracja nie powinna specjalnie dziwić.

     Jak przystało na tego typu kompozycję, Above the Waves otwiera się naprawdę rześko. Wrażenie to zawdzięczamy zaś przede wszystkim obecnej w głowie zapachu bergamotce. Niesie ona ze sobą wyraźny ładunek cytrusowej świeżości, jednocześnie balansując gdzieś pomiędzy słodyczą a wytrawnością. Towarzyszy jej zaś kadzidło frankońskie. Którego obecność nie jest może aż tak ewidentna, w dziele ELd’O da się jednak wyczuć coś dymnego. Według mnie efekt ten nie jest jednak długotrwały. Początek recenzowanych perfum został przy tym jeszcze doprawiony szczyptą kardamonu, który pomaga zbudować wspomniane już wrażenie rześkości. A także delikatnego chłodu. Ciekawsze rzeczy dzieją się jednak w sercu kompozycji.

     Gdy tylko przeminie głowa prezentowanego pachnidła, wkraczamy do królestwa herbaty. Przy czym do budowy tej fazy Above the Waves sięgnięto po jej dwa rodzaje. Klasyczną czarną z Cejlonu oraz tajwańską oolong. O ile aromat tej pierwszej jest raczej każdemu dobrze znany, to dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że woń oolong jest słodsza i jakby bardziej kwiatowa, z pewnymi świeższymi, zielonymi akcentami. Które w dziele Etat Libre d’Orange podkreślone zostały jeszcze przy użyciu maté. Jednak całość nie staje się przez to zielona. Zyskuje natomiast na cierpkości, która dobrze wpisuje się w pobudzający charakter opisywanych perfum. Co ostrzejsze krawędzie zapachu zostały zaś wygładzone przy pomocy róży. Z tym, że w opisywanym pachnidle królowa kwiatów odgrywa raczej drugoplanową rolę. Wraz z upływem czasu coraz silniej czujemy natomiast wątek drzewny. Tworzy on bazę kompozycji i jednocześnie nadaje jej więcej męskości. Zbudowany zaś został przede wszystkim w oparciu o cedrzyniec tajwański. Uczciwie przyznam, że nigdy nie miałem okazji wąchać tej rośliny, doczytałem za to, że jej aromat jest bogaty, kadzidlany, balsamiczny i lekko pikantny. Zaś większość tych wrażeń rzeczywiście odnajdziemy w końcówce Above the Waves. W której pojawiają się też jeszcze wetyweria i drewno cedrowe. A także nieco słodsza i bardziej kremowa woń bobu tonka. Przez cały czas prezentowana kompozycja pozostaje jednak wyraźnie świeża.

     Poświęćmy teraz chwilę uwagi parametrom użytkowym recenzowanych perfum. Przy czym, gdy przyjrzymy się ich mocy, to odnajdziemy powody do zadowolenia. Dzieło Etat Libre d’Orange posiada wyraźną projekcję i jest łatwo wyczuwalne na skórze. Co, zwłaszcza w cieplejsze, letnie dni, przynieść może uczucie komfortu. Jednak trwałość kompozycji również jest dobra. Zapach znika bowiem ze skóry dopiero po mniej więcej 7-9 godzinach od aplikacji. Pamiętajmy też jednak, że mamy w tym wypadku do czynienia z wodą perfumowaną.

     Jeśli chodzi o flakon prezentowanego dziś pachnidła, to zaskoczeń raczej nie ma. Jest to typowy wzór stosowany przez francuską markę. Prostopadłościenna buteleczka wykonana jest z przeźroczystego szkła, przez które widać zamkniętą w środku bladożółtą ciecz. Zaś biała etykieta, z wypisaną nazwą zapachu i jego marką, jak zawsze naklejona jest na dwie, przyległe do siebie ścianki. Jedyna różnica jest taka, że zamiast klasycznej rozety mamy nieco bardziej abstrakcyjny wzór, tworzący jakby barwny wir. Utrzymano w nim jednak sztandarową kolorystykę ELd’O, a więc granat, czerwień i biel. Całość uzupełniona zaś zastała przez walcowatą, srebrną zatyczkę.

     Z przyjemnością przyznaję, że spotkanie z Above the Waves okazało się dla mnie bardzo odświeżające. Dosłownie i w przenośni. Dawno bowiem nie miałem okazji recenzować perfum w podobnym klimacie. Dzieło ELd’O jest ze wszech miar świeże i buduje wokół użytkownika wakacyjną aurę. A choć nie ma w nim nut morskich jako takich, to skojarzenia z dużymi akwenami wodnymi są moim zdaniem jak najbardziej na miejscu. Do tego, prezentowany zapach ma też silne właściwości pobudzające. Daje energetycznego kopa. Robi to jednak z pełną klasą. Kompozycja jest dobrze zbalansowana i pachnie bardzo naturalnie. Aromatyczne nuty herbaty mieszają się w niej z wątkami dymnymi i drzewnymi, tworząc naprawdę ciekawy olfaktoryczny koktajl. Jeśli gustujecie w tego typu perfumach, to uważam, że zdecydowanie warto, żebyście zapoznali się z dziełem ELd’O.

Above the Waves
Główne nuty: Herbata, Cytrusy.
Autor: Cecile Matton.
Rok produkcji: 2025.
Moja opinia:  Polecam. (6/7)