Elite – od zera do bohatera

Przy okazji dzisiejszego wpisu dość mocno cofamy się w czasie. Zapach, który wybrałem na bohatera niniejszej recenzji powstał bowiem w 1980 roku. Nikogo nie powinno to jednak dziwić, bowiem Floris jest jedną z najstarszych marek perfum w Wielkiej Brytanii, a jej najwcześniejsze wypusty datują się jeszcze na XVIII wiek. W porównaniu do nich Elite to więc niemal młodzieniaszek. Swoją nazwą nawiązuje zaś do Lotion Elite – kremu po goleniu z 1851. Co ciekawe, w Internecie natrafiłem też na informację, że początkowo opisywane perfumy wcale nie sprzedawały się dobrze. Dopiero z czasem ich popularność zaczęła rosnąć, aż w końcu osiągnęły posiadany do dziś status ikony w ofercie Floris. Przekonajmy się jednak jak pachną.

     Z początku recenzowane dziś pachnidło wydało mi się bardzo klasyczne. A także zauważalnie retro. Jego przynależność do rodziny fougère nie podlega według mnie dyskusji. W głowie Elite odnajdziemy zaś miedzy innymi, nadające jej świeżości, aromaty cytryny i bergamotki. Które w połączeniu z nuta liści cedru sprawiają, że otwarcie dzieła Floris emanuje czystością. Powiedziałbym nawet, że ma w sobie coś balwierskiego. Jednocześnie, jest w nim też pewna zieleń, wprowadzona za sprawą petitgrain. Bez większego trudu da się również wyczuć wytrawniejszą woń jagód jałowca. Która posłużyła tu do podkreślenia męskiego charakteru opisywanego zapachu. Jego początek, choć bogaty, wydał mi się też jednak dość generyczny. I zachowawczy. Z czasem całość zaczyna jednak ewoluować…

     Pierwszą wyraźną zmianą w olfaktorycznym bukiecie Elite jest pojawienie się w kompozycji większej ilości słodyczy. Od razu jednak zaznaczę, że prezentowane pachnidło nie staje się słodkie. Wrażenie to jest jakby na drugim planie, tonuje jednak początkową wytrawność i wzbogaca odbierane przez nasz nos wrażenia. A także pozytywnie wpływa na mój odbiór tych perfum. Choć tak naprawdę do budowy tego odczucia nie sięgnięto wcale po żaden oryginalny składnik. Zawdzięczamy je bowiem lawendzie. Trudno więc nie zauważyć, że dzieło Floris cały czas oscyluje w obszarach typowych dla brytyjskiej sztuki perfumeryjnej. Natomiast innym składnikiem, który również odnajdziemy na tym etapie zapachu jest liść laurowy. Najważniejszą rolę odgrywa tu jednak jodła. Nadaje ona całości wyraźnie drzewnego, ale przy tym świeżego charakteru. Niesie też jednak ze sobą pewien ładunek zieleni. I coś wyraźnie żywicznego. Co w bazie wzmocnione zostało jeszcze przy pomocy ambry. Zresztą, cała końcówka Elite jest według mnie wyraźnie drzewna. Wystarczy zresztą spojrzeć na spis nut bazy, wśród których znajdziemy jeszcze drewno cedrowe, mech dębowy, wetywerię i paczulę. Ta ostatnie wnosi też jednak pewne skórzane niuanse, które wzmocniono jeszcze przy pomocy klasycznej nuty skóry. Całości dopełnia zaś piżmo. Jest więc zarazem męsko i klasycznie.

     Jeśli ciekawi Was jak recenzowane dziś pachnidło prezentuje się pod kątem parametrów użytkowych, to już spieszę z odpowiedzią. Zaczną zaś od projekcji. A ta jest moim zdaniem bardzo dobra. Co w sumie nie powinno dziwić, skoro mamy tu do czynienia z zapachem z przełomu lat 70’ i 80’ XX wieku. Zwrócę też jednak uwagę na to, że podczas aplikacji Elite warto zachować umiar. W trakcie jednego z testów zdarzyło mi się przesadzić z ilością użytych perfum i potem przez pierwszą część dnia cierpiałem z tego powodu. Natomiast jeśli chodzi o trwałość kompozycji, to ta jest w porządku i wynosi od 6 do 8 godzin. Dla jasności dodam też jeszcze tylko, że nasz dzisiejszy bohater występuje pod postacią wody toaletowej.  

     Przyjrzyjmy się też przez chwilę flakonowi, w którym dystrybuowane są prezentowane perfumy. Posiada on, wspólny dla wszystkich buteleczek brytyjskiej marki, kształt odwróconego trapezu. Z niewielkim wzgórkiem, na którym osadzony jest, ukryty pod złotą zatyczką, atomizer. W najnowszej wersji, front flakonu zdobi zaś zielona etykieta ze złotym obramowaniem. Na której znaleźć można informacje o nazwie zapachu, jego marce oraz koncentracji. Przez przejrzyste szkło dostrzec natomiast możemy zamkniętą wewnątrz jasnozieloną ciecz.

     We wstępie wspomniałem, że recenzowane dziś perfumy nie od razu zdobyły popularność. I co ciekawe, moje wrażenia po pierwszych testach Elite również były umiarkowanie pozytywne. Dopiero, gdy lepiej poznałem ten zapach (a w szczególności zacząłem dostrzegać jego słodszą stronę), zacząłem bardziej go doceniać. Co do zasady mamy tu bowiem do czynienia z kompozycją dość klasyczną. Zbudowaną w oparciu o mało oryginalny zestaw nut, a przy tym silnie osadzoną w brytyjskim klimacie. Całość jest świeża, męska i elegancka. Ma jednak w sobie coś, co wyróżnia ją na tle konkurencji. Problem polega na tym, że nie potrafię jednak dokładnie wskazać co to takiego. Wyczuwam w aromacie Elite coś unikalnego, zupełnie nie wiem jednak skąd się to bierze. Wiem za to, że dzięki temu dzieło Floris zyskuje na jakości. A także na moim uznaniu. Ciekaw jestem jednak Waszych opinii na temat tego pachnidła.

Elite
Główne nuty: Zioła, Nuty Drzewne.
Autor: Michael Bodenham.
Rok produkcji: 1980.
Moja opinia:  Polecam. (6/7)