Prezent dla niej – Romance
Dziś, po nieco dłuższej przerwie, na blogu znów pojawia się wpis z cyklu Prezent dla niej. A że nie tak dawno temu publikowałem tekst o Harry’m Frémont’cie, to pomyślałem, że tym razem warto by sięgnąć po któreś z dzieł francuskiego mistrza. Mój wybór padł zaś na Romance marki Ralph Lauren z 1998 roku. Zapach ten przedstawiany jest odzwierciedlający romantyczną miłość. Taką pełną radości, ale i intymności. Zdecydowanie pozytywną. Dopiero po czasie uświadomiłem sobie zaś, że kilka lat temu opisywałem męską wersję tej kompozycji. Tyle, że w porównaniu do wielkiego sukcesu zapachu dla pań, ten dla panów nie cieszy się aż taką popularnością. Choć mi się akurat podobał. Zobaczmy jednak jak będzie w pierwowzorem.
Ogólnie, Romance określane są jako perfumy kwiatowo-owocowe. I rzeczywiście, od samego początku takie właśnie mi się wydały. Przy czym chciałbym zaznaczyć, że oba wymienione akordy są tu ekwiwalentnie ważne. Choć owoców w dziele Harry’ego Frémont’a znajdziemy zdecydowanie mniej. W głowie pojawiają bowiem jedynie cytryna i lychee. Rola, jaką odgrywa to drugie jest jednak nie do przecenienia. W pierwszej fazie, to właśnie chińska śliwka nadaje zapachowi soczystość i słodyczy. Czyli wrażeń, które utrzymują się również na jego późniejszych etapach. W otwarciu opisywanej kompozycji odnajdziemy też jeszcze różę i rumianek. A także nieco pikantniejszą woń imbiru. A choć nie określiłbym głowy Romance jako orientalnej, to jednak ma ona w sobie coś egzotycznego. Coś, co trwa również w sercu dzieła Ralph’a Lauren’a.
Jak już wspomniałem, owocowy akord otwarcia przeciągnięty został do drugiej fazy zapachu. Nie pojawiają się w nim natomiast żadne nowe elementy. W odróżnieniu od wątku kwiatowego. Ten zauważalnie zmienia bowiem swój charakter. A wśród budujących go teraz nut są między innymi lilia i kwiat lotosu. Przez co całość nabiera nieco bardziej wodnego klimatu. Pojawia się subtelne wrażenie wilgoci. Trochę jak rosa osiadła na kwiatach po chłodniejszej, letniej nocy. Sama kompozycja ma jednak raczej ciepły klimat. Do czego przyczynia się obecna na jej środkowym etapie frezja. Obok niej pojawia się zaś, rzadziej występujący w perfumach dla pań, fiołek. Mimo jego obecności, Romance zachowują jednak swój kobiecy charakter. Choć może kobiecy nie jest tu najtrafniejszym określeniem. Według mnie lepiej pasowałoby bowiem dziewczęcy. A to dlatego, że całość jest lekka i zwiewna. A także zdecydowanie radosna. Kojarzy się z młodością i witalnością. I to mimo tego, że baza zapachu ma już zdecydowanie bardziej klasyczny wydźwięk. Do jej budowy Harry Frémont posłużył się zaś między innymi paczulą i mchem dębowym. Przez co jego dzieło nabrało ciężaru. Odnajdziemy w nim również enigmatyczne egzotyczne drewno, a także zmysłowy aromat piżma. Który spaja zapach i utrwala go na naszej skórze.
To teraz napiszę może parę słów o parametrach użytkowych recenzowanych dziś perfum. Na podstawie obserwacji dotyczących ich projekcji doszedłem do wniosku, że jest ona umiarkowana. Zapach nie jest cichy, nie określiłbym go też jednak mianem agresywnego. Utrzymuje się raczej w granicach naszej strefy komfortu. A skoro już o utrzymywaniu mowa… Jak prezentuje się trwałość dzieła Ralph’a Lauren’a? Według mnie naprawdę nieźle, kompozycja znika bowiem ze skóry dopiero po upływie 9-10 godzin od aplikacji. Warto też jednak mieć na uwadze fakt, że występuje ona pod postacią wody perfumowanej.
Przyjrzyjmy się też jeszcze flakonowi, w którym dystrybuowane są Romance. Wykonany jest on z przeźroczystego szkła, zaś zamknięta w nim ciecz również jest bezbarwna. Co daje rzadko spotykany, a zarazem ciekawy efekt. Sama buteleczka jest natomiast prostopadłościenna, a naszą uwagę najsilniej zwraca jej zatyczka. Ta jest bowiem dość masywna, pokrywa ją zaś warstwa srebrnej farby. Nazwę perfum wyczytać zaś można ze stanowiącego podstawę atomizera pierścienia. Całość prezentuje się dobrze i w moim odczuciu może sprawić, że widząc ten flakon na półce rzeczywiście po niego sięgniemy.
Po kilku dniach testów rozumiem już z czego wynika duża popularność recenzowanych dziś perfum. A zarazem skąd bierze się ich krytyka. Mamy tu bowiem do czynienia z zapachem dość prostym. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że banalnym. Według mnie jego urok tkwi jednak nie w samych nutach, które do budowy Romance wykorzystał Harry Frémont, a w sposobie, w jaki zostały one połączone. Kompozycja jest bowiem idealnie zbalansowana. Wątki kwiatowy i owocowy nie walczą o naszą uwagę, a uzupełniają się wzajemnie. Zaś wytrawniejsza baza jedynie potwierdza wysoką jakość umiejętności francuskiego mistrza. Chciałbym również powtórzyć, że jego dzieło jest lekkie, jasne i radosne. Świetnie pasuje dwudziestokilkuletnim dziewczynom. Ciekawostka jest jednak taka, że opisywane pachnidło jest na tyle przystępne, że podczas jego testów sam również nie czułem większego dyskomfortu mając je na sobie.
Romance
Główne nuty: Kwiaty. Owoce.
Autor: Harry Frémont.
Rok produkcji: 1998.
Moja opinia: Polecam. (6/7)
