Chypress – najlżejszy szypr

Po tym jak jakiś czas temu przygotowałem wpis o marce Floris, postanowiłem jeszcze raz sięgnąć po perfumy z oferty brytyjskiego brandu. Zamówiłem więc próbki dwóch zapachów, zaś jednym z nich jest nasz dzisiejszy bohater. Czyli Chypress z 2017 roku. Nowoczesna wariacja na temat klasycznych kompozycji szyprowych, powstała za sprawą Edwarda Bodenhama. Przy czym oficjalna strona Floris wskazuje, że mamy tu do czynienia z pachnidłem łączącym w sobie piękno i intelekt. A także bogatym, a zarazem enigmatycznym. Przekonajmy się zatem jak wybrane na bohater niniejszej recenzji perfumy pachną w rzeczywistości.

     Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po aplikacji Chypress była taka, że perfumy te posiadają zauważalny przechył w kobiecą stronę. Wynika to jednak bardziej z tego, jak zbudowane jest serce zapachu, a nie jego głowa. Ta posiada bowiem bardziej uniwersalny charakter, a pierwszoplanową rolę odgrywają w niej cytrusy. A konkretnie bergamotka i cytryna. Przez co otwarcie kompozycji jest jasne, lekkie i świeże. A nawet odrobinę musujące. Nieco więcej słodyczy przydaje mu natomiast pomarańcza. Bez większych problemów można też jednak zauważyć obecność neroli. To pierwsza oznaka kwiatowego serca zapachu, jednak jego czysty, nieco mydlany aromat dobrze wpisuje się w klimat wstępnej fazy dzieła Floris. Początek Chypress jest przyjemny, ma w sobie także pewną ilość zieleni.

     Jak już wspomniałem, serce recenzowanych perfum należy do kwiatów. Choć nie tylko, bowiem pojawiają się tu również pewne wątki owocowe. Ale po kolei. Na środkowym etapie stworzonego przez Edwarda Bodenham’a pachnidła białokwiatowy aromat neroli zastąpiony zostaje jaśminem. Któremu towarzyszy jeszcze róża. Przy czym woń obu tych składników została jakby odciążona. Nie przygniata nas ani nie wywołuje duszności. Elegancko unosi się za to w przestrzeni wokół nas, budując aurę komfortu i wyrafinowania. Jeśli zaś chodzi o wspomniane owocowe akcenty, to pochodzą one od osmantusa i ylang-ylang. Ten pierwszy wnosi bowiem do zapachu coś brzoskwiniowego, natomiast drugi bananowego. Wspólnie budują zaś wrażenie miękkości i kremowości. Zgrabnie balansują intensywniejsze nuty jaśminu i róży. Jednocześnie, ich kremowość służy również za pomost między sercem a bazą zapachu. W tej ostatniej Chypress staje się bowiem zauważalnie bardziej zmysłowy. W czym niewątpliwie pomaga mu piżmo. W ten sam klimat wpisuje się też jednak wanilia. Choć moim zdaniem odgrywa tu  ona raczej drugoplanową rolę. Nieco więcej życia wnosi natomiast paczula. Mimo iż jej aromat nie jest tu specjalnie ostry ani trudny, to jednak pogłębia kompozycję i nadaje jej wyrazistości. Całość została zaś jeszcze uzupełniona przez balsamiczną nutę ambry.

     Nadszedł czas, by napisać jak opisywane dziś perfumy prezentują się pod kątem swoich parametrów użytkowych. Wcześniej wspomniałem już, że ich początek jest dość lekki. A mimo to, bez problemu wyczuwam ten zapach w przestrzeni wokół siebie. Jego projekcja jest moim zdaniem naprawdę dobra. Trochę gorzej prezentuje się natomiast trwałość. Z tego, co zauważyłem wynika, że dzieło Floris znika ze skóry już po upływie 5-6 godzin od aplikacji. A taki wynik trudno mi uznać za dobry, choć biorę pod uwagę fakt, że Chypress występuje pod postacią wody toaletowej.

     To teraz jeszcze kilka słów o flakonie, w którym dystrybuowany jest nasz dzisiejszy bohater. Choć za wiele nowego tu nie napiszę. Jest to bowiem wzór typowy dla wszystkich zapachów Floris. Tak więc, mająca kształt odwróconego trapezu, buteleczka wykona jest z przeźroczystego szkła, a na wzgórku nad jej górną krawędzią zamontowany jest, ukryty pod złota zatyczką, atomizer. Front flakonu zdobi natomiast etykieta, która od pewnego czasu nie jest już granatowa, a jasnoczerwona. Jej złote obramowanie pozostało jednak bez zmian. Podobnie jak i to, że znajdziemy na niej wypisane nazwę i markę zapachu, a także jego koncentrację. Oraz logo Floris. Całość prezentuje się dobrze, niczym jednak nie zachwyca.  

     Muszę przyznać, że testy Chypress okazały się dla mnie nader interesujące. Początkowo szybko zaklasyfikowałem bowiem te perfumy jako przeznaczone dla kobiet. Czemu trudno się dziwić biorąc pod uwagę ich kwiatową dominantę. A jednak dzieło Floris ma nam znacznie więcej do zaoferowania. Przede wszystkim uważam, że może pasować również panom (sam Edward Bodenham również przyznaje, że go używa), choć to raczej pachnidło do koszuli i garnituru. Na bardziej eleganckie okazje. Podoba mi się jednak również to jak lekka i przestrzenna jest ta kompozycja. I wydaje mi się, że to właśnie te wrażenie przesądzać mogą o jej popularności. Mamy tu bowiem do czynienia z czymś, co określiłbym mianem nowoczesnego szypru w wersji light. Ciekaw jestem jednak Waszych opinii na temat Chypress.

Chypress
Główne nuty: Kwiaty, Cytrusy.
Autor: Edward Bodenham.
Rok produkcji: 2017.
Moja opinia:  Warto poznać. (5/7)