Floris – wierność rodzinnej tradycji

Niektóre z pojawiających się na Agar i Piżmo marek, na przykład Creed, poszczycić się mogą naprawdę bogatą historią. Inne, takie jak Essential Parfums, powstały stosunkowo niedawno. Dziś natomiast chciałbym przedstawić jeszcze jeden brand należący do tej pierwszej grupy. A mowa o Floris. Jego korzenie sięgają bowiem aż XVIII wieku. Mimo upływu prawie 300 lat zapachy brytyjskiej marki nadal cieszą się jednak sporą popularnością. Zobaczmy zatem, co przyczyniło się do odniesionego przez Anglików sukcesu.  

     Zacznijmy od początku. Mamy rok 1730. Juan Femenias Floris wraz ze swoją żoną Elizabeth otwierają sklep w przy Jermyn Street 89, w eleganckiej dzielnicy Londynu – St. James’s. I tu od razu jedna ciekawostka, bowiem na tej samej ulicy, w budynku o numerze 88, mieszkał przez spory okres swojego życia Isaac Newton. Natomiast w otwartym pod numerem 89 sklepie małżeństwo Floris rozpoczęło sprzedaż perfum, produktów do golenia i grzebieni. Przy czym to właśnie z tymi ostatnimi radzili sobie najlepiej. Do tego stopnia, że niecałe sto lat później dostarczali je już dla samego króla Jerzego IV. W między czasie nadal tworzyli jednak wonne kompozycje, których formuły zapisywane były w oprawionej w skórę księdze. Która, notabene, przetrwała do dziś i nadal przechowywana jest w salonie przy Jermyn Street. Gdzie znaleźć też zresztą można mini-muzeum dokumentujące historię marki. I tu kolejna ciekawostka. Część wystroju salonu stanowią bowiem wykonane z mahoniu gabloty, które nabyte zostały podczas mającej miejsce w Londynie w 1851 roku Wystawy Światowej. Natomiast w 1878 roku nastąpiła ważna zmiana w strukturach Floris. Mary Anne Floris i jej mąż James R.D. Bodenham przejęli prowadzenie biznesu od brata Mary, Josepha Floris. Tym samym, choć interes pozostał w rękach dziedziców Juan Femenias’a Floris’a, to właścicielami stali się Bodenhamowie. Kontynuowali oni jednak rozwijanie działalności, a na przestrzeni kolejnych dekad ich klientami byli między innymi Oscar Wilde, Winston Churchil, używający Special No. 127 i Stephanotis, Vivian Leigh, Cary Grant, Marilyn Monroe (miłośniczka Rose Geranium) i David Bowie. W związku z rosnącym popytam na produkty Floris, włodarza marki zdecydowali się więc otworzyć fabrykę w Devon. Do tej pory wszystkie zapachy powstawały bowiem przy Jermyn Street. Gdzie, w niemal domowym zaciszu, nadal ma miejsce proces komponowania. Do Devon przeniesiono jedynie produkcję. I tu kolejna ciekawostka. Mające miejsce w 1989 roku otwarcie fabryki Floris swoją obecnością uświetniła bowiem Księżna Diana. Natomiast w 2006 roku marka zdecydowała się dodać do swojej oferty usługę bespoke, dzięki której jej klienci mogą sami, pod okiem doświadczonych perfumiarzy, komponować dla siebie wonne pachnidła. Na koniec tej części wpisu chciałbym też jeszcze zaznaczyć, że obecnie właścicielem Floris oraz naczelnym perfumiarzem jest Edward Bodenham, z dziewiątego pokolenia rodu. W procesie kreatywnym wspomagają go zaś Penny Ellis i Nicola Pozzani.

     To teraz trochę więcej o samych zapachach. A te często łączą w sobie europejską tradycję z orientalnym charakterem. We wspomnianym przeze mnie muzeum znaleźć można list Roberta Floris’a, syna Juan’a i Elizabeth, opisujący składniki, w poszukiwaniu których wyruszył w podróż. Co dało początek Neroli Voyage. Jednocześnie, wiele z oferowanych perfum oscyluje wokół jednej, głównej nuty. Na przykład recenzowane przeze mnie jakiś czas temu Santal. Ale również Vetiver czy Bergamotto di Positano. W tego typu przypadkach, składniki do budowy kompozycji pozyskiwane są zaś bezpośrednio u źródła, z pominięciem pośredników. Ze względów etycznych i środowiskowych marce zależy bowiem na krótkim łańcuchu dostaw, co ułatwia weryfikację źródła pochodzenia danej substancji. Jednocześnie, wszystkie wonne pachnidła powstają z dużym szacunkiem do dziedzictwa marki. Edward Bodenham uważa, że perfumeria to sztuka, której nie można nauczyć się z książek. Wymaga ona doświadczenia i instynktu. Jednak po dzień dzisiejszy starannie zapisywane w przechowywanych przy Jermyn Street 89 księgach notatki pomagają zdobyć to pierwsze. Sam proces twórczy mężczyzna porównuje natomiast do komponowania muzyki. Zgadzacie się z takim twierdzeniem?