Monsieur. – męski, koniec kropka

Z oferty perfum Frédéric’a Malle zrecenzowałem już w zasadzie większość pachnideł, które wzbudziły moje zainteresowanie. Zostały jedynie dwa, z czego jedno dziś właśnie trafia na Agar i Piżmo. A chodzi o powstałe w 2015 rok Monsieur. autorstwa Bruno Jovanovic’ia. Zapach, który poświęcony jest (bardzo przeze mnie lubianej) nucie paczuli. I który, dzięki destylacji molekularnej, przedstawia ją w jej najszlachetniejszej postaci. Przynajmniej jeśli wierzyć zapewnieniom ma oficjalnej stronie francuskiej marki. A jak jest w rzeczywistości? Przekonajcie się sami z dalszej części niniejszego wpisu.

     Początek recenzowanych perfum jest wyraźnie wytrawny. I to mimo obecności nut, po których spodziewałbym się raczej słodyczy. W przypadku Monsieur. służą one jednak raczej do złagodzenia surowego charaktery stworzonego przez Bruno Jovanovic’a pachnidła, niż do faktycznego osłodzenia go. Obecna w głowie kompozycji tangerynka nie niesie ze sobą soczystości. Przeciwnie, mógłbym nawet stwierdzić, że lekko podkreślono tu jej cytrusową gorycz. A jednocześnie posłużono się nią do zagęszczenia aromatu tych perfum. Zaś towarzyszący jej rum, wnosi do zapachu wyraźne alkoholowe akcenty, nadając jednocześnie całości trochę więcej dynamiki. Nie powiedziałbym może, że Monsieur. buzuje na skórze, czuć jednak, że w dziele Frédéric’a Malle, coś się dzieje.

     Jak już wspomniałem na wstępie, główną nutą opisywanej dziś kompozycji jest paczula. Czuć ją tu zatem całkiem wyraźnie. Przy czym z początku, w zasadzie jeszcze w fazie głowy, ma ona w sobie nieco więcej zieleni. Którą z czasem zastępuje coś bardziej brunatnego. Jej aromat staje się cięższy, ziemisty. Zaś całość kompozycji bardziej wytrawna. Nie do końca przyjemna. W tym sensie, że jeśli ktoś nie zna lub nie lubi paczulowej woni, to recenzowane perfumy raczej nie przypadną mu do gustu. Zwłaszcza, że mają one w sobie również coś, co kojarzyć się może z zapachem moczu. Do tego, w surowy klimat kompozycji wpisuje się także drewno cedrowe. Przez co całość nabiera jeszcze więcej męskości. I surowości. Natomiast w jej tle snują się dymne smużki kadzidła. Malowany przez Bruno Jovanovic’ia obraz jest ciemny, ale nie mroczny. Po części za sprawą nut, które budują bazę zapachu. Francuski mistrz postanowił bowiem sięgnąć w niej po składniki, które nieco złagodzą bezkompromisowy, póki co, wydźwięk jego dzieła. Wśród nich znajdziemy zaś piżmo, którego cielesny aromat bardzo dobrze komponuje się z przewodnim wątkiem paczulowym. Jest też jednak sporo słodkiej ambry, która kontynuuje zapoczątkowany przez cedr akord drzewny. W końcówce odnajdziemy również nieco kremowej wanilii. Przyprawa ta osładza ostatnią fazę Monsieur., nie wpływa jednak znacząco na zmianę charakteru tych perfum. Po części dlatego, że w ostatniej fazie zapachu odnajdziemy jeszcze dwie inne, zaliczane do trudnych, nuty. A konkretnie skórę i labdanum. Zwłaszcza ta pierwsza odgrywa moim zdaniem bardzo istotną rolę w stworzonym przez Jovanovic’ia pachnidle. Nie rzadko jej aromat przebija nawet paczulę i zajmuje miejsce na pierwszym planie kompozycji.

     Zobaczmy też jak prezentują się walory użytkowe Monsieur. Jeśli chodzi o projekcję tych perfum, to mimo ich wyrazistego aromatu, nie jest ona aż tak silna. Co jest nawet dobre, bo zapach nie powinien dzięki temu wywoływać dyskomfortu w naszym otoczeniu. Choć zauważony na pewno zostanie. Natomiast, gdy przyjrzymy się jego trwałości, to stwierdzimy, że również jest ona dobra. Zaś w moim wypadku wynosiła około 10-11 godzin od aplikacji. Trzeba też jednak pamiętać, że opisywana kompozycja występuje pod postacią wody perfumowanej.  

     Spójrzmy również na flakon recenzowanego dziś pachnidła. Już na pierwszy rzut oka widać, że mamy tu do czynienia ze wzorem typowym dla całej kolekcji Editions de Parfums. A zatem walcowata buteleczka wykonana jest z przeźroczystego szkła, przez które widać zamkniętą wewnątrz blado zielonkawą ciecz. Na czarnej etykiecie znaleźć możemy natomiast informacje o nazwie zapachu, jego marce oraz autorze. Przy czym ta pierwsza wypisana jest intensywnie czerwoną czcionką. Cały wzór został zaś uzupełniony o masywną zatyczkę z czarnego plastiku, na której wierzchu wpisane są litery EdPFM, czyli akronim Editions de Parfums Frédéric Malle.  

     Szczerze mówiąc, przystępując do testów Monsieur. spodziewałem się perfum bardziej eleganckich. Tymczasem dzieło Jovanovic’ia zaskoczyło mnie swoim charakterem. Zapach jest męski i wytrawny. Wyraźnie surowy. Osobiście zatytułowałbym go raczej Mâle, co po francusku oznacza samiec. Rozumiem już też skąd ta kropka na końcu. Ta kompozycja mówi wszystko. Zbudowana w oparciu o grę paczuli i skóry buduje wrażenie siły i (baaardzo) cielesnej zmysłowości. Dawno nie testowałem pachnidła, które tak mocno kojarzyłoby mi się z pierwotną męskością jak właśnie dzieło Frédéric’a Malle. Jest w nim coś dziekiego. A jednocześnie całość poukładana jest bardzo zgrabnie. Posiada płynną ewolucję i ciekawie rozwija się na skórze. Jak już jednak wspomniałem wcześniej, nie są to perfumy dla każdego.          

Monsieur.
Główne nuty: Skóra, Paczula.
Autor: Bruno Jovanovic.
Rok produkcji: 2015.
Moja opinia:  Warto poznać. (5/7)