Another Oud – jeszcze jeden

W ostatnim czasie na blogu pojawiło się całkiem sporo perfum z oudem w temacie. Kontynuując ten wątek, postanowiłem zaś sięgnąć po kolejne. Dosłownie. Na bohatera dzisiejszego wpisu wybrałem bowiem Another Oud marki Juliette has a gun. Z którą, póki co, nie bardzo mi po drodze. Może jednak prezentowanej dziś kompozycji uda się to trochę zmienić. Szczególnie, że zapach określany jest jako oryginalny, nowoczesny i bogaty. Od siebie dodam natomiast, że stanowi on sequel do zaprezentowanych światu w 2009 roku Midnight Oud. Bez zbędnej zwłoki, zobaczmy zatem co młodsze z tego rodzeństwa oudów ma nam do zaoferowania.

     Zacznę może od tego, że oficjalny spis nut Another Oud jest dość krótki. Składa się tylko z pięciu elementów, z czego dwa z nich znajdziemy w głowie recenzowanych perfum. Zaś pierwszym  z nich jest malina. Która od samego początku przydaje dziełu Juliette has a gun owocowej słodyczy. Służy tu ona głównie jako przeciwwaga dla cięższego aromatu oudu, i muszę przyznać, że z roli tej wywiązuje się całkiem nieźle. Zdecydowanie, prezentowane dziś pachnidło nie sprawia póki co wrażenie ciężkiego. A tego się po nim spodziewałem. Wydaje mi się jednak, że nie bez wpływu na taki stan rzeczy pozostaje również pojawiająca się w fazie głowy bergamotka. Rozjaśnia ona kompozycję i  nadaje jej bardziej przyjaznego oblicza. Co jest o tyle istotne, że już w otwarciu wyczuć można pewne szpitalne akcenty.

     Jeśli chodzi o serce zapachu, to zbudowane zostało ono w całości wokół nuty oudu. Jeśli jednak liczycie na wysokiej jakości naturalny oud, to sugeruję poszukać gdzie indziej. W dziele Juliette has a gun posiada on bowiem zdecydowanie syntetyczny charakter. Co nie musi jednak w stu procentach być minusem. Czuć tu drzewną wytrawność, a także pewne dymne niuanse. Może to zaś być to spowodowane skorzystaniem przez Romano Ricci’ego z norlimbanolu – drzewnej aromamolekuły, łączącej w sobie aromaty cedru, drewna dryftowego, żywicy i nut zwierzęcych. Choć oczywiście, w Another Oud nie wszystkie one są w równym stopniu wyczuwalne. Zauważyć można natomiast, że środkowa faza zapachu, mimo, iż silnie oudowa, ma w sobie pewną delikatność. Nie wali obuchem w łeb. Zamiast tego raczej delikatnie otula swoim drzewnym aromatem. Co zaliczyć można na plus. Tym bardziej, że im bliżej jesteśmy bazy kompozycji, tym to wrażenie staje się silniejsze. Przede wszystkim za sprawą, użytego do budowy ostatniej fazy zapachu, Ambroxanu. Słodsze, balsamiczne nuty wypływają w niej na powierzchnie, przedając całości zmysłowości. Niestety, dla mnie nadal problemem pozostaje wyraźnie syntetyczny charakter Another Oud. Który staje się jeszcze silniej zauważalny, gdy na scenę wkracza piżmo. Dominuje ono końcówkę recenzowanych perfum, spychając je w stronę bardziej mainstreamowych wypustów. Przez co całości brakuje trochę pazura.

     Jeśli chodzi o parametry użytkowe Another Oud, to zdecydowanie jest o czym pisać. A zacznę od projekcji. Która jest w mojej opinii naprawdę dobra. Już dwa-trzy psiki wystarczą, by zapach rozprzestrzenił się wokół nas. Zwracając przy tym uwagę otoczenia. A także zostawiając za sobą pewien ogonek. Natomiast jeśli chodzi o trwałość tych perfum, to wydaje mi się, że również nie można narzekać. Dzieło Juliette has a gun utrzymuje się na skórze przez dobre 10-11 godzin od aplikacji. Warto też jednak pamiętać, że występuje ono pod postacią wody perfumowanej.

     Flakon recenzowanych dziś perfum pozostaje dla mnie pewną zagadką. O ile bowiem rozumiem, że jego kształt to typowy wzór stosowany przez francuską markę, to już kolorystyka wydaje mi się zupełnie nie przystawać do klimatu kompozycji. Butelka jest bowiem biała. A jeśli dobrze się jej przyjrzeć, to zobaczyć można jaśniejsze linie układające się w nie do końca przeze mnie zidentyfikowany motyw oraz napis Juliette has a gun. Dużo wyraźniejsze, oznaczenie marki odnaleźć też jednak można wypisane złotą czcionką na froncie flakonu. Pod nią umieszczono zaś nazwę zapachu. A całość uzupełniona została jeszcze o złotą zatyczkę. Osobiście, nie jestem jednak zwolennikiem połączenia złota i bieli, przez co buteleczka Another Oud zupełnie mnie do siebie nie przekonuje.

     Choć nazwa recenzowanych perfum miała być nieco ironiczna i wskazywać na przesycenie rynku perfumami z oudem w temacie, to jednocześnie okazało się też niezwykle trafna. Według mnie dzieło Juliette has a gun to bowiem kolejne pachnidło oudowe, które niczym się nie wyróżnia. Zapach jest płaski i raczej nudny. Choć paru ciekawych zagrań można się w nim doszukać. Na przykład maliny w głowie oraz przedstawienia tytułowego drewna agarowego w bardziej miękki i zmysłowy sposób. Całość wydaje mi się jednak zbyt silnie zdominowane przez jedną nutę. A to tego zauważalnie syntetyczna, przez co obcowanie z nią nie sprawiało mi przyjemności. I choć może nie powiedziałbym, że Another Oud to zapach zły, to jednak moim zdaniem nikomu niepotrzebny i gdyby zniknął z rynku, to raczej nie wywołałoby to reakcji środowiska.    

Another Oud
Główna nuta: Oud.
Autor: Romano Ricci.
Rok produkcji: 2015.
Moja opinia:  Może być. (4/7)