Hommage à l’Homme – fiołkowo-oudowy Orient Express

     Hommage à l’Homme (fr. hołd dla mężczyzny) to jeden z moich ulubionych męskich zapachów na dzień. Jako inspirację do jego stworzenia posłużył Christine Nagel (obecnie Hermes) i Mathilde Bijaoui nieodzownie towarzyszący każdemu mężczyźnie motyw podróży. Jego odzwierciedleniem stał się natomiast dla twórczyń kursujący niegdyś z Paryża do Istambułu kultowy i luksusowy Orient Express. Co więcej flakon kolekcjonerskiej wersji Hommage à l’Homme Extrait de Parfum (środkowy na grafice u dołu strony, ok. 1200 euro za szt.) wzorowany jest na stworzonych przez René  Lalique'a na zlecenie Orient Express’u podobiznach Pied Pipper – flecisty z Hameln. Również skład perfum po trochu nawiązuje do przemierzanej przez ten pociąg trasy. Jeśli zatem chcecie dowiedzieć się jak pachnie bohater dzisiejszego wpisu, wsiadajcie, zaczynamy podróż!

     Już sam początek zapachu uważam za niezwykle oryginalny. Jest intensywny, świdrujący i cytrusowo-przyprawowy. Dzieje się tak za sprawą wykorzystania na tym etapie kompozycji takich składników jak bergamotka, pieprz i szafran. Ta pierwsza odpowiedzialna jest za efekt odrobinę gorzkiej, zielonej świeżości, podkreślonej jeszcze przez zastosowanie liści fiołka. Pieprz nadaje natomiast zapachowi lotności, podczas gdy szafran przynosi nam dozę skórzanego ciepła, wskazując jednocześnie na orientalne konotacje Hommage à l’Homme. Do tego wszystkiego Nagel i Bijaoui dodały jeszcze ziele angielskie, które dodatkowo wzmacnia ostre otwarcie tych perfum. Bardzo lubię takie wyraziste początki! Już w nucie głowy wyczuwam jednak, że w tej kompozycji jest coś słodkiego.

     W sercu zapachu dalej króluje fiołek, jednak tym razem w postaci kwiatu, a nie liści i to do niego dobrane zostały pozostałe składniki. Hommage à l’Homme staje się mniej ostry, a bardziej wytrawny, jakby dymny. Zmiana jest ewidentna. W tym momencie aromat tych perfum kojarzy mi się trochę z wonią jałowca, choć ta nuta nie jest wymieniana w oficjalnym spisie. Cóż, najpewniej to tylko moje subiektywne odczucie. Jest za to bób tonka i to jego słodycz najprawdopodobniej wyczuwałem już w głowie. W miarę upływu czasu zapach staje się jeszcze trochę słodszy, zaczyna też nabierać drzewnego charakteru. Jest to spowodowana powolnym ujawnianiem się żywicznych akordów labdanum i oudu. Muszę jednak zaznaczyć, że agar nie jest tutaj dominujący ani nawet ewidentny jak np. w kompozycjach spod szyldu Montale. Odpowiada raczej za ciepłe i jakby miodowe akcenty Hommage à l’Homme. Na tym etapie perfumy stają się głębsze i bardziej złożone, łatwo też poznać, której płci zostały zadedykowane. Również obecne w bazie piżmo nadaje całości wyjątkowo męskiego charakteru, choć ma w sobie także coś pylistego. Niektórym baza nasuwać może skojarzenia z Rive Gauche od YSL lub Oud 27 marki Le Labo jednak dla mnie stanowi przede wszystkim udane zwieńczenie naprawdę świetnego zapachu.

     Jeżeli chodzi o walory użytkowe to Hommage à l’Homme również i tu daje powody do zadowolenia. Jest zapachem o dobrej trwałości - u mnie na skórze ok. 7-8 godzin. Projektuje również całkiem wyraźnie, co odzwierciedla jego dopasowanie do obowiązujących obecnie w perfumerii standardów. Szczególnie w początkowej fazie jest bardzo intensywny i roztacza wokół nosiciela intrygującą, pikantną aurę.

4c86090a39c64395f12892812f2c1482.jpg

     Flakon Hommage à l’Homme jest prosty i dość elegancki. Wykonany z przezroczystego szkła prostopadłościan pokryty jest układającymi się schodkowo żłobieniami tworzącymi efekt trójwymiarowości. Srebrna zatyczka i plakietka z nazwą dopełniają kompozycję. Musze jednak przyznać, że wykonany z ciemnogranatowego szkła flakon Hommage à l’Homme Voyager wywarł na mnie większe wrażenie i bardziej przypadł mi do gustu.

     W podsumowaniu chciałbym jeszcze raz zaznaczyć, że Hommage à l’Homme to perfumy wyjątkowo oryginalne. Choć fiołek pojawia się w męskiej perfumerii już od czasów kultowego Fahrenheit Diora, to osobiście nie znam żadnego innego zapachu, który zbudowany byłby na mieszance tego kwiatu z oudem. Za ten pomysł należą się moim zdaniem Christine Nagel i Mathilde Bijaoui wielkie brawa, szczególnie, że jego wykonanie również nie pozostawia wątpliwości co do wysokiej jakości tej kompozycji. Twórczyniom udało się stworzyć męski, przyprawowo-kwiatowo-drzewny zapach o niezwykłej elegancji. Mi Hommage à l’Homme podoba się wyjątkowo i w zasadzie nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie nabyłem jeszcze własnego flakonu. Najwyższy czas to zmienić.

Hommage à l’Homme
Główne nuty: Drzewne.
Autor: Christine Nagel.
Rok produkcji: 2011.
Moja opinia:  Gorąco polecam!