Olfaktoryczna anatomia – drogocenny pręcik krokusa, czyli skąd się bierze szafran

Przyprawy to bardzo popularny składnik perfum. A jednak do tej pory w cyklu Olfaktoryczna anatomia na blogu nie pojawiła się ani jedna z nich. Postanowiłem więc w końcu zmienić ten stan rzeczy. Na bohatera niniejszego wpisu wybrałem zaś szafran. A głównym powodem mojej decyzji było zaś to, że bardzo lubię jego aromat oraz, że składnik ten jest nieco mniej popularny niż również darzony przeze mnie sporą sympatią pieprz. Poza tym szafran ma też opinię najdroższej przyprawy świata, zasługuje więc chyba na to by zapoczątkować nowy rozdział Olfaktorycznej anatomii. Jeśli natomiast chcecie dowiedzieć się więcej na temat tej ingrediencji, to zapraszam do lektury całego wpisu.

     Myślę, że spora cześć czytelników bloga zdaje sobie sprawę z tego, że szafran pozyskuje się z krokusów. A konkretnie z krokusa uprawnego (łac. Crocus sativus). Zacznę więc od krótkiej charakterystyki tej rośliny. Należy ona do rodziny kosoćcowatych i nie występuje dziko w naturze. Została sztucznie wyhodowana, najprawdopodobniej jako pochodna Crocus cartwrightianus. Opisywana bylina osiąga wysokość do 15 centymetrów, a jej łodyga pokryta jest siateczkowatą łuską. Krokusy uprawne posiadają od 6 do 9 równowąskich, ciemnozielonych (z dwoma białymi pasami) liści, które tworzą przyziemną rozetę. Natomiast kwiaty są lejkowate i przybierają barwę w różnych odcieniach fioletu. Cechują się 6-płatkowym okwieciem, z trzema pręcikami i z charakterystycznym dla gatunku słupkiem o długiej szyjce zakończonym trójdzielnym, ciemnopomarańczowym znamieniem. I to właśnie ze wspomnianych słupków, po ich wysuszeniu, powstaje szafran. Jednocześnie, chciałbym też zwrócić uwagę na fakt, że krokus uprawny kwitnie głównie w okresie wrzesień – listopad, stąd potocznie nazywa się go także krokusem jesiennym.

     To teraz o ekstrakcji olejku aromatycznego, potrzebnego do produkcji perfum. Na wstępie zaznaczę, że proces ten jest zarazem bardzo trudny jak i kosztowny. Wspomniane pręciki krokusa zbierać należy wczesnym ranem, zanim kwiaty się otworzą. Dzięki temu zachować można jak najwięcej aromatu. Zaś aby uzyskać 1 kg suszonego szafranu, potrzeba około 150 000 do 200 000 kwiatów. Dużo, prawda? Z szafranu nie pozyskuje się klasycznego olejku eterycznego przez destylację parą wodną (bo nie przynosi to dobrego efektu zapachowego), lecz absolut, czyli wyciąg aromatyczny. W tym celu najczęsciej stosuje się natomiast ekstrakcję rozpuszczalnikową. Znamiona szafranu moczy się w rozpuszczalniku (np. heksanie), a po jego odparowaniu otrzymuje się konkret szafranowy – woskowatą, pachnącą masę. Konkret przemywa się alkoholem, aby wyodrębnić czysty absolut szafranowy – intensywnie pachnący, gęsty, ciemnopomarańczowy płyn. Ze względu na koszt i trudność pozyskania, w perfumiarstwie stosuje się też jednak izolaty molekularne, np. safranal, który jest głównym aromatycznym składnikiem szafranu.

     To może teraz właśnie o samym aromacie prezentowanej dziś przyprawy. Oprócz słodyczy i subtelnej pikanterii, wnosi ona do perfum sporo ciepła oraz nuty skórzane, a także lekko metaliczne. Może także zawierać ziołowe, miodowe i tytoniowe niuanse. Z tego względu bardzo dobrze łączy się choćby z oudem, różą, kadzidłem i innymi przyprawami. Stąd popularność szafranu przede wszystkim w perfumach orientalnych. Zanim jednak przejdę do szczegółów, chciałbym wskazać na inne zastosowania opisywanego składnika. Od tysięcy lat jest on bowiem używany w Ajurwedzie, medycynie perskiej i chińskiej. Przypisuje mu się zaś właściwości przeciwdepresyjne, przeciwzapalne i przeciwutleniające, poprawiające trawienie i apetyt oraz wzmagające libido. Co ważne, przy wysokich dawkach może być toksyczny. Bezpieczne dawki w suplementach to zazwyczaj 15 do 30 mg dziennie. W zdecydowanie mniejszych ilościach, szafran wykorzystywany jest także w kuchni. Nadaje on daniom ziemisto-korzenny, lekko gorzkawy smak. A przykłady potraw, w których się pojawia to choćby risotto alla milanese, paella, bouillabaisse (francuska zupa rybna) oraz różnego rodzaju biryani, masale i napoje mleczne. Ponadto, w starożytności przyprawa ta była używana do barwienia tkanin i farbowania szat królów i kapłanów, a jej żółto-złoty kolor był kojarzony z czystością, boskością i bogactwem.

     To właśnie w starożytności odkryto także aromatyczne właściwości szafranu. Był on dodawany do wonnych olejków, którymi nacierano ciało jak również używany w łaźniach. W kolejnym kroku trafił zaś do perfum. Przy czym z tych, które do tej pory pojawiły się na Agar i Piżmo najsilniej utkwiły mi w pamięci Amber pour Homme Prady. Popularnością cieszą się też jednak Black Saffron od Byredo, choć według mnie to nie szafran jest tam kluczowym graczem. Zdecydowanie warto natomiast zwrócić uwagę na takie kompozycje jak Baccarat Rouge 540 z Maison Francis Kurkdjian, L’Artisan Parfumeur – Safran Troublant czy Perfum Calligraphy Saffron marki Aramis. Wybór jest jednak znacznie szerszy, a wspomnieć chciałbym jeszcze choćby o Gallivant – Amsterdam, A Quiet Morning z oferty Miller et Bertaux, D.S. od D.S. & Durga, jak również Magnificently Dubai z Zary. A czy Wy macie jakieś swoje ulubione perfumy z szafranem w temacie?