Uwaga, klasyk! - Grey Flannel

     W ramach cyklu Uwaga, klasyk! miałem już przyjemność prezentować zapachy wykreowane w latach 60’, 80’ i 90’ XX wieku, czas zatem na przedstawiciela ósmej dekady. Zaprezentowane światu w 1975 roku Grey Flannel to pierwsze męskie perfumy amerykańskiego kreatora mody Geoffrey’a Beene’a. Swoją nazwę zawdzięczają materiałowi, z którego Beene tworzył znaczną część swoich projektów (zarówno tych dedykowanych paniom jak i przeznaczonych dla mężczyzn), w moim odczuciu nie nawiązuje ona jednak znacząco do charakteru omawianej kompozycji. Grey Flannel to świeży, kwiatowo-drzewny zapach, z dominująca nutą fiołka. Dzięki niej dzieło André Fromentin’a okazało się na tyle przełomowe, że zainspirowało powstanie takich best-sellerów jak choćby Fahrenheit Dior’a. Udanie rywalizowało też z innymi wielkimi kompozycjami lat 70’ takimi jak YSL - Rive Gauche, Azzaro pour Homme czy Équipage od Hermès’a.

     Początek zapachu natychmiast zwraca uwagę. Jest zielony i bardzo świeży. Trochę ostry. Wspomniana zieleń uzyskana została dzięki obecności galbanum oraz liści fiołka tworzącego oś Grey Flannel.  Już po chwili bardzo wyraźnie czuć cytrusowy akord zbudowany w oparciu o nuty szczególnie dobrze tu dla mnie wyczuwalnej bergamotki, a także cytryny i pomarańczy. Tego ostatniego owocu w tych perfumach jednak nie ma, są za to neroli i petitgrain a więc odpowiednio olejki z kwiatu gorzkiej pomarańczy i liści drzewa pomarańczowego. Jako całość otwarcie tych perfum stanowi orzeźwiający i bardzo wyrazisty akord o silnym  retro zabarwieniu. Nasuwa mi skojarzenia z zakładem balwierskim i mężczyznami czekającymi aż ostrze brzytwy zacznie przesuwać się po ich twarzach. Mam też i inne skojarzenie. W swojej początkowej fazie Grey Flannel pachnie dla mnie trochę jak młody groszek świeżo wydobyty ze strąka i muszę przyznać, że gdy już się do niej przyzwyczaiłem woń ta zaczęła mi się naprawdę podobać.

     W sercu perfumy łagodnieją, choć cały czas pozostają zielone. Fiołek wydobyty został na pierwszy plan i króluje, wyraźnie zaznaczając swoją obecność. Ważną rolę odgrywają również róża i geranium, które nadają Grey Flannel ciepła i słodyczy. Obok nich za kwiatowy aromat tych perfum odpowiedzialne są także mimoza, narcyz i irys, który wnosi do kompozycji pewne metaliczne akcenty. Zadanie podtrzymania świeżości zapachu powierzone zostało natomiast szałwii, której ziołowe tony doskonale się do tego nadają. Baza zapachu w pełni rozkwita po około 5 godzinach od aplikacji, tworzą ją natomiast przede wszystkim mech dębowy i cedr. Jest ona bardzo klasyczna, wytrawna i męska. Obecność wetywerii pogłębia jeszcze jej aromat podczas, gdy drewno sandałowe i bób tonka nieco łagodzą ostre cedrowe akcenty. W składzie deklarowane są też migdały, ja nie potrafię ich tu jednak odnaleźć…

     Grey Flannel to perfumy o dużej mocy. Projektują intensywnie także przy niezbyt obfitej aplikacji. Nawet gdy słabną w miarę upływu czasu potrafią zupełnie niespodziewanie uderzyć w nos swoją silną fiołkowozieloną wonią. Ich aromat wytwarza wokół nosiciela niezwykłą aurę, na którą nie sposób nie zwrócić uwagi. Cechują się również dobrą jak na wodę toaletową trwałością na poziomie 6-8 godzin.

     Flakon Grey Flannel określiłbym przede wszystkim jako staromodny. Wpływ na moją opinię mają zarówno jego kształt i kolor, jak i wzór etykiety. Szczególnie czcionka, którą wypisana została nazwa zapachu budzi skojarzenia z minionymi dekadami. Zielone szkło dobrze oddaje natomiast charakter zapachu. Warto również wspomnieć, że do każdego flakonu tych perfum dołączana jest szara, flanelowa torebka, w której można go przechowywać, chroniąc przed promieniami słonecznymi.

     Kończąc dzisiejszą recenzję chciałbym stwierdzić, że Grey Flannel to bardzo oryginalne męskie perfumy zbudowane według klasycznego wzorca: cytrusowa głowa, kwiatowe serce i drzewna baza. Moim zdaniem ich aromat nigdy nie traci jednak początkowej ostrości. Jest także nie do pomylenia z niczym innym. Kto raz powąchał dzieło Fromentin’a zawsze je rozpozna. Niestety, muszę także zgodzić się z twierdzeniem, że jak na dzisiejsze czasy Grey Flannel pachnie zbyt staromodnie. To prawda, choć dla mnie nie stanowiło to większego problemu podczas testów. Oczywiście od czasu swojej premiery perfumy te kilkakrotnie przeszły reformulację jednak ich pierwotny retro charakter został niemal w całości zachowany. Dla mnie jest to zapach niezwykły, idealnie pasujący do szarej (niekoniecznie flanelowej) marynarki w jodełkę i z łatami na łokciach oraz koszuli, obowiązkowo z kołnierzykiem buton-down.  

Grey Flannel
Główna nuta: Fiołek.
Autor: André Fromentin.
Rok produkcji: 1975.
Moja opinia: Warto poznać.