Duel – o dwoistości męskiej natury

     Jakiś czas temu zachęcony świetnymi recenzjami na forach i innych blogach postanowiłem sięgnąć po Duel - jedne z najpopularniejszych męskich perfum domu Annick Goutal. Jako, że darzę tę markę wielką sympatią a Sables należy nawet do moich sygnaturowych zapachów, byłem bardzo ciekaw czy Duel również mnie zachwyci. Niestety nie do końca tak się stało. Zanim jednak opisze sam zapach kilka słów wstępu. Kompozycja stworzona w 2003 roku przez Camille Goutal - córkę Annick oraz perfumiarkę Isabelle Doyen zainspirowana została dwoistością męskiej natury. Podobna idea przyświecała twórcom Au Masculine od Lolity Lempickiej, gdzie słodkie nuty gourmand kapitalnie połączono z wytrawną, drzewną bazą.  W opisywanych dziś perfumach sięgnięto jednak po zupełnie inne składniki. Motywem przewodnim zapachu jest połączenie cytrusowych nut petitgrain i skórzanego akordu napoju mate. Przekonajmy się zatem jak pachnie Duel.

     Początek zapachu jest mocno pomarańczowy za sprawą pochodzącego z Paragwaju olejku z liści gorzkiej pomarańczy, czyli petitgrain właśnie. Jest słodki, ale jednocześnie trochę cierpki i zielony. Zwraca uwagę. Owocowa nuta szybko zostaje jednak przełamane przez gorycz - trochę przypominającej mi swoim aromatem siano -  mate. Ten - pochodzący z Paragwaju i obecny w głowie Duel - ostrokrzew dodatkowo wzmacnia gorzką stronę prezentowanych dziś na blogu perfum. Łącznie tworzą naprawdę intrygujący zestaw i stwierdzam, że otwarcie zapachu stanowi w moim odczucie jego zdecydowanie najlepszą część. Jego słodko-gorzki aromat powoduje, że jestem naprawdę ciekaw co będzie dalej.

     Dalej niestety nie jest już tak dobrze. A w zasadzie jednocześnie jest i nie jest, bo Duel cały czas trzyma wysoki poziom, tyle że to co czuję zwyczajnie mi się nie podoba. Ale to oczywiście kwestia gustu. Postaram się jednak zdobyć na obiektywizm, bo nie chciałbym nierozważnie skrzywdzić tak cenionej kompozycji. W sercu zapachu bardzo szybko pojawiają się nuty skórzane, z których słynie mate. Nie jest to przy tym typowy akord skórzany jaki znamy choćby z takich dzieł jak Aramis, Tuscan Leather czy Dzing! W Duel mamy do czynienia ze skórą, która sprawia wrażenie świeżej i jakby mokrej. Jest młoda i swoim akord przypomina trochę zamsz, tyle że doprawiona została piołunem. Mimo że jest to interesujące połączenie, mnie nie przekonuje. Do budowy serca kompozycji zastosowany został także olejek z korzenia irysa. Za jego sprawą zapach nabiera chłodu i elegancji. Jest to jednak elegancja w starym stylu. W zasadzie przez cały czas trwania Duel na skórze nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to woń na wskroś staroświecka. Camille Goutal i Isabelle Doyen podkreśliły też metaliczną stronę irysowego kłącza. W żadnym momencie nie dominuje ono jednak kompozycji. Wręcz przeciwnie - w zestawieniu z zieloną i ziemistą wonią mate tworzy bardzo zgrany duet. W bazie skórzano-herbaciany akord przejmuje już pełnię kontroli. Jego aromat podbudowany został zaś drewnem gwajakowym i piżmem. Gdzieś w tle majaczy też nutka tytoniu. Ta faza Duel jest również najbardziej męską częścią całego zapachu.

     Jeśli chodzi o projekcję, to działo Goutal i Doyen pozostawia w mojej opinii sporo do życzenia. Choć zapach jest raczej lekki to nie unosi się jednak w przestrzeni wokół użytkownika. Aplikacja na poziomie 5-7 naciśnięć atomizera jest wskazana, jeżeli chcemy trochę bardziej cieszyć się jego obecnością w naszym otoczeniu. Duel całkiem przyzwoicie prezentuje się natomiast pod względem trwałości. W moim przypadku zawsze było to około 6-7 godzin, co jest dobrym wynikiem dla wody toaletowej.

     Podobnie jak wszystkie flakony z męskiej linii perfum Annick Goutal również i ten należący do Duel poddany został odświeżeniu. Moim zdaniem przezroczysta buteleczka prezentuje się znacznie lepiej niż jej poprzedniczka. Pozwala zobaczyć kolor zamkniętej w niej cieszy a ten dobrze koresponduje z charakterem zapachu. Blada zieleń wyjątkowo pasuje do skórzano-słomianej woni liści mate.

     Choć Duel stanowi jedną z najbardziej cenionych pozycji w męskiej części kolekcji perfum Annick Goutal, w rzeczywistości jest to zapach, którego z powodzeniem używać mogą również kobiety. Niemniej w goryczy i surowości tych perfum jest także coś męskiego. Co do zasady jest to zapach lekki i nieinwazyjny, stanowiący ciekawy wybór na ciepłe letnie dni. Pomimo to mi nie przypadł do gustu. W moim odczuciu jest za mdły, postrzegam go także jako zbyt retro. Jedna moja koleżanka określiła go jako dziadkowy, podczas gdy dwie stwierdziły nawet, że jest wręcz babciny. Nie brzmi zachęcająco, co? Trochę wbrew sobie muszę jednak przyznać, że Duel ma w sobie także coś pociągającego. Podobne uczucia wywoływał u mnie już Gris Clair - nie mam ochoty go kupić, ale lubię od czasu do czasu poczuć jego woń na nadgarstku. Koniec końców kompozycja Annick Goutal odcisnęła więc na mnie swoje piętno.

Duel
Główna nuta: Skóra.
Autor: Camille Goutal i Isabelle Doyen.
Rok produkcji: 2003.
Moja ocena: Może być.