Atomica – jądro drzewności

Jeśli chodzi o perfumy marki Rober Piguet, to zrecenzowałem już wszystkie, które chciałem. Z wyjątkiem jednego. Jednak dziś na bloga trafia w końcu tekst poświęcony Atomica. Na poznaniu tej kompozycji zależało mi już od kilku lat, jednak ciągle jakoś nie było nam po drodze. Dopiero niedawno zdecydowałem się zamówić próbkę. Tytułem wstępu dodam zaś, że mamy tu do czynienia z zapachem z 2019 roku, za którego skomponowanie odpowiedzialny jest Aurélien Guichard. Oficjalna strona marki opisuje go zaś jako miejski, dezorientujący a nawet drażniący. Ale przede wszystkim wybuchowy. Po takich zapowiedziach moje oczekiwania nie mogły więc być małe. Przekonajmy się zatem czy udało się je spełnić.

     Tytuł dzisiejszej recenzji nie jest przypadkowy. Od samego początku prezentowane dziś perfumy są bowiem wyraźnie drzewne. Choć ich głowa zbudowana jest na trochę innych nutach. Pojawia się w niej bowiem żywica (czyli jakiś związek z drzewami jednak jest) elemi. Dzięki której w pierwszej fazie Atomica czuć również coś cytrusowego. A także pikantnego. Z tym, że akurat to drugie wrażenie wywołane może być przez, także obecny w otwarciu dzieła Aurélien’a Guichard’a, imbir. I chociaż nie powiedziałbym jeszcze, że opisywana kompozycja jest wybuchowa, to niewątpliwie buduje ona wrażenie gorąca. Które dla mnie jest tym bardziej wyraźne, że zaledwie tydzień wcześniej testowałem wiejące drzewnym chłodem Sugi od Comme des Garçons i kontrast między tymi dwoma pachnidłami jest dla mnie naprawdę silny.

     W sercu zapachu zdecydowanie wkraczamy do lasu. Ale raczej nie takiego europejskiego. Obecne w nim nuty drzewne mają bowiem zdecydowanie bardziej orientalny rodowód. Na pierwszy plan wybija się zaś cypriol. Ciemny i wytrawny, buduje wrażenie jakby Atomica miała w sobie również coś ziemistego. Jednocześnie, jego aromat bardzo dobrze współgra z ostrzejszymi, przyprawowymi akcentami z otwarcia. Zaraz obok pojawia się też jednak wetyweria. Która przydaje całości więcej zieleni oraz nieco (ale tylko nieco) świeżości. Swoją wonią wpisuje się też jednak w zapoczątkowany przez cypriol wątek ziemisty. Dlatego bardziej niż jako zielone, postrzegam recenzowane dziś pachnidło jako brunatne. Co w mojej głowie współgra z jego zauważalną wytrawnością. Która wzmocniona jeszcze została przy pomocy cedru. Natomiast na drugim planie da się również wyczuć coś dymnego, co jest efektem sięgnięcia przez Aurélien’a Guichard’a po olibanum. Wrażenie to ulega zaś dalszemu wzmocnieniu, w miarę jak zbliżamy się do bazy zapachu. W której istotną rolę odgrywa gwajakowiec. Jego aromat niesie ze sobą nie tylko coś dymnego i jakby wędzonego, ale również gumowego czy też kauczukowego. Co, zaserwowane w otoczce z ambry i piżma, buduje efekt większego spokoju. Po wybuchowym sercu, dzieło Roberta Piguet’a powoli się wycisza, choć w powietrzu wciąż jeszcze czuć woń napalmu.      

     Na podstawie opisu na stronie oraz spisu nut można by spodziewać się, że Atomica posiada bardzo dobre parametry użytkowe. I rzeczywiście tak jest. Przede wszystkim, opisywany zapach charakteryzuje się wyraźną projekcją. Moim zdaniem czuć go już z odległości dwóch kroków. Wykracza więc poza umowne granice strefy komfortu. I niewątpliwie zwraca uwagę otoczenia. Cechuje się też jednak całkiem niezłą trwałością. Taką na poziomie 8-10 godzin od aplikacji. Pamiętać jednak warto, że dzieło Roberta Piguet’a występuje pod postacią wody perfumowanej.

     A jak prezentuje się flakon recenzowanej dziś kompozycji? Moim zdaniem naprawdę nieźle. Klasycznie czarna buteleczka wzbogacona została bowiem o kolor żółty. W którym wykonane jest obramowanie etykiety. To tylko jeden element, ale według mnie robi robotę. Cały wzór nabiera życia i wyrazistości (choć żółć ani trochę nie kojarzy mi się z charakterem Atomici). Jeśli zaś chodzi o pozostałe elementy designu, to na etykiecie znajdziemy jeszcze, wypisane białą czcionką, nazwę i markę zapachu, ze wskazaniem jej lokalizacji. Całość uzupełniona jest zaś przez połyskującą, walcowatą zatyczkę, której czarny kolor współgra z resztą flakonu.

     Podsumowanie dzisiejszej recenzji chciałbym zacząć od podziękować dla Roberta, który pierwszy zwrócił moją uwagę na te perfumy. Jestem Twoim dłużnikiem. A to dlatego, że Atomica wydaje mi się bardzo dobrym, a jednocześnie bardzo niedocenionym zapachem. Gdy chciałem porównać swoje spostrzeżenie na temat tej kompozycji z opiniami innych blogerów, okazało się, że w Internecie praktycznie nie ma poświęconych jej wpisów (poza komentarzami na Fragrantica, ale nie tego akurat szukałem). A przecież mamy tu do czynienia z pachnidłem niezwykle męskim. Silnie wytrawnym i niemal gęstym od drzewnych aromatów. Do tego jednak bardzo spójnym, o niedużej, ale zauważalnej ewolucji. I budującym wrażenie gorąca (to chyba ten deklarowany w opisie wybuch). Podczas testów Atomici w mojej głowie pojawił się zaś niezwykle sugestywny obraz płonącego lasu. Ciekaw jestem jednak jakie wy macie odczucia na temat tych perfum.

Atomica
Główna nuta: Nuty Drzewne.
Autor: Aurélien Guichard.
Rok produkcji: 2019.
Moja opinia:  Polecam. (6/7)