Boundless – złocista dżungla

Nasz dzisiejszy bohater, Boundless, to jeden z dwóch zapachów Amouage, które już od dawna figurowały na mojej liście do testów. A że omańska marka dawno już nie gościła na Agar i Piżmo, to pomyślałem, że to dobry moment by znów sięgnąć po perfumy z jej oferty. Ponadto, przy okazji dzisiejszej recenzji dopiero drugi raz mam okazję zetknąć się z twórczością Karine Vinchon Spehner, która wcześniej pojawiła się na blogu jako współautorka Batucady od L’Artisan Parfumeur. Zaciekawiło mnie jednak również to, w jaki sposób w oficjalnych materiałach opisywana jest recenzowana dziś kompozycja. Wskazują one bowiem na jej radosny i pełen energii charakter. Czego raczej nie spodziewałbym się patrząc na spis nut. Zobaczmy zatem jak jest w rzeczywistości.

     Już sam początek Boundless mocno mnie zaintrygował. Uważam go bowiem jednocześnie za oryginalny, a zarazem za bardzo przystępny. Powiedziałbym nawet, że przyjazny. Od razu czuć w nim pewną słodycz, która na tym etapie wynika przede wszystkim z obecności czerwonej pomarańczy w głowie kompozycji. Przez co otwarcie zyskuje lekko owocowego charakteru. Bardzo istotną rolę odgrywają w nim też jednak przyprawy. A konkretnie imbir i kardamon. Przy czym, wbrew temu na co wskazuje Fragrantica, dla mnie to ten pierwszy odgrywa tu główną rolę. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż cała faza głowy jest przyjemnie pikantna. Z subtelnym żywiczno-cytrusowym akcentem wprowadzonym przy pomocy elemi. Efekt jest taki, że po kilku pierwszych minutach kontaktu z dziełem Karine Vinchon Spehner, czuję się zdecydowanie zachęcony do jego dalszego poznawania.

     W poprzednim paragrafie wspomniałem od bijącej od opisywanych dziś perfum słodyczy. Pochodzi ona w dużej mierze od obecnej w sercu Boundless nuty wanilii. Której warto poświęcić chwilę więcej uwagi. Jej aromat jest bowiem zarazem wyraźny, jak i subtelny. A konkretnie chodzi mi o to, że choć nie mam problemu z jego identyfikacją, to nie ciąży on na skórze. Nie jest budyniowo kleisty, ani nie bolą od niego zęby. Osobiście uważam, że z wanilią naprawdę łatwo przesadzić, jednak Karine Vinchon Spehner skorzystała z niej naprawdę umiejętnie. Podbudowała ja zaś między innymi tytoniem i benzoesem. Przez co dzieło Amouage zyskało głębi, wydając się jednocześnie niezwykle gładkie i subtelne. Wymienione nuty mają tendencję do porażania nosa, jednak w prezentowanym pachnidle nic takiego się nie dzieje. Również w bazie, gdzie natrafiamy na kolejny składnik ciężkiego kalibru. A konkretnie drewno gwajakowe. Któremu towarzyszy wetyweria. Przez co Boundless nabierają wyraźniej drzewnego charakteru. Ich słodycz ustępuje miejsca wytrawności. Wetyweria przydaje im także ziemistości, zapach zachowuje jednak wcześniejszą lekkość. Staje się natomiast bardziej dymny. Co jest zasługą między innymi kadzidła frankońskiego i mirry. A po części także papirusu. Komplet nut bazy uzupełniają zaś kakao, paczula i mech dębowy. Moim zdaniem żadne z tego trio nie odgrywa tu jednak kluczowej roli. Są jedynie ozdobnikami dla głównych gwiazd Boundless i wspólnie z nimi grają na końcowy efekt tych perfum.     

     A jak prezentują się parametry użytkowe recenzowanego dziś pachnidła? Jeśli chodzi o jego projekcję, to uważam ją za bardzo dobrą. Zapach jest łatwo wyczuwalny na skórze, nie atakuje jednak otoczenia. Otacza nas za to miękkim woalem swojego aromatu. Który utrzymuje się na naszej skórze przez dobre 10-12 godzin. Zatem również trwałość kompozycji wypada naprawdę dobrze. Trzeba też jednak pamiętać, że dzieło Amouage występuje pod postacią wody perfumowanej.

     To jeszcze rzut oka na flakon Boundless. A ten może się podobać. Zwłaszcza jego kolorystyka. Połączenie ciemnej, niemal burgundowej, czerwieni i kremowej bieli dało moim zdaniem naprawdę dobry efekt. Jeśli zaś chodzi o pozostałe elementy, to mamy tu do czynienia z typowym wzorem męskich perfum Amouage. Na froncie widzimy więc nazwę zapachu oraz jego markę wraz logo. Uwagę zwraca również charakterystyczna zatyczka ze sztucznym kryształkiem.

     Już po pierwszym teście wiedziałem, że Boundless to perfumy, które trafią w mój gust. Pozostawało jednak przyjrzeć się szczegółom. Te jednak nie rozczarowały. Karine Vinchon Spehner stworzyła pachnidło niezwykle zgrabne. Subtelne w kontakcie, ale o wyrazistej sygnaturze. Z początku bardziej słodkie, później zaś drzewne. Któremu umiejętne wykorzystanie wanilii przydaje pięknych, złocistych refleksów. Całość posiada też jednak zauważalnie orientalny charakter. Z tym, że w założeniu miały być w nim radość i energia, a nawet dzikość, podczas gdy ja postrzegam dzieło Amouage jako raczej spokojne. Zrównoważone. A przy tym naprawdę interesujące, z wyraźną ewolucją i ciekawymi akcentami. Z tego też względu zachęcam i Was do sięgnięcia po tę kompozycję. Moim zdaniem warto. 

Boundless
Główne nuty: Przyprawy, Nuty Drzewne.
Autor: Karine Vinchon Spehner.
Rok produkcji: 2021.
Moja opinia:  Polecam. (6/7)