Purpose – płonący totem
Tegoroczna zima sprawiła, że w ostatnich miesiącach częściej sięgałem po perfumy orientalne. Dlatego dziś jeszcze jedno spotkanie z omańska marką Amouge. Tym razem na bohatera wybrałem zaś Purpose. Czyli zapach powstały w 2023 roku za sprawą samego Quentina Bischa. Zaintrygowała mnie jednak nie tylko sylwetka twórcy. Moją wyobraźnię pobudził również opis tej kompozycji. W którym mowa jest między innymi o szamanistycznym przebudzeniu. Odnalezieniu spokoju, korzeni i poczucia kompletności. Zapragnąłem więc poznać, w jaki sposób uczucie te przedstawione zostały za pomocą zapachu. Bez dalszej zwłoki zapraszam więc na recenzję Purpose!
Skoro szamanizm, to mistycyzm. A skoro mistycyzm, to kadzidło. I to nie byle jakie. Otwarcie recenzowanych perfum przesycone jest aromatem olibanum. Jasny dym wąskimi smużkami unosi się z naszej skóry. Jest lekko kwaskowy, lekko gryzący. Taki jak lubię. Choć w bardziej orientalnym stylu niż to, co odnajdziemy w moich ukochanych Cardinal Heeley’a. Dzieło Amouage od początku jest zresztą wyraźnie cieplejsza. Jeśli zaś chodzi o to, czemu wydaje mi się jasne, to wrażenie to zawdzięczamy obecności bergamotki i czarnego pieprzu w głowie zapachu. Wspólnie, nadają mu one przestrzenności. Natomiast do podkręcenia intensywności odczuwanych przez nas doznań Quentin Bisch wykorzystał ziele angielskie. Już sam otwarcie Purpose wyraźnie pokazuje więc kierunek, w którym zmierzają te perfumy.
W miarę jak wkraczamy w fazę serca, coraz silniej dawać znać o swojej obecności zaczyna wetyweria. Przy czym, zgodnie ze znalezionymi przeze mnie informacjami, Bisch sięgnął tu po jej piaskową odmianę (o której wspominam w recenzji Ex Vetiver od Juliette has a gun). Dzięki czemu jego dzieło nabierać ma bardziej mineralnego wydźwięku. Co jest zauważalne, ale nie jakoś szczególnie. Opisywane perfumy powoli zaczynają jednak przechodzić z dymnych w drzewne. W czym pomaga im również obecna na tym etapie nuta papirusu. Ostrzejszy wydźwięk kompozycji został jednak złagodzony przy pomocy słodszych aromatów. Takich jak te należące do róży i drewna sandałowego. Przy okazji podkreślają one także orientalny klimat dzieła Amouage, odsuwając je od wyczuwanego w głowie kościoła. Co ciekawe, na tym etapie recenzowane perfumy wydają mi także do pewnego stopnia czyste. Zupełnie nie mam jednak pojęcia skąd bierze się takie odczucie. Być może ma to związek z obecnością akigalwood w ich bazie. Jeśli bowiem wyczuwacie w końcówce paczulę, to właśnie taką oczyszczoną. Przystępną. Sparowano ją tu zaś z mystikalem – opracowaną przez koncern Givaudan aromamolekułą łączącą w sobie elementy dymne, żywiczne i ziemiste. I bardzo dobrze wpisującą się w ogólny klimat Purpose. Końcówka zapachu uzupełniona też jednak została o słodszą woń szafranu i bardziej zmysłową zamszu. Zgrabnie domykają one stworzoną przez Quentina Bischa kompozycję.
To teraz czas, by przyjrzeć się walorom użytkowym dzieła Amouage. Przy czym wydaje mi się, że częściowo zdradziłem już czego można się pod tym kątem spodziewać. Przynajmniej jeśli chodzi o projekcję. Ta jest bowiem naprawdę wyraźna. Z łatwością wyczuwam obecność Purpose na mojej skórze. Z której perfumy te wcale nie znikają szybko, bo dopiero po 8-10 godzinach od aplikacji. Także ich trwałość jest więc bardzo dobra. Z tym, że warto pamiętać, iż mamy tu do czynienia z wodą perfumowaną, a nie toaletową.
Chciałbym też jeszcze napisać kilka słów o flakonie prezentowanego dziś pachnidła. Przy czym, zupełnie szczerze, wydaje mi się on najsłabszym elementem produktu o nazwie Purpose. Zgniłozielonej barwy buteleczka nieszczególnie przyciąga wzrok. Zwłaszcza, że dopełniającym ją kolorem jest biel. Którą wykorzystano na charakterystycznie ukształtowanej zatyczce oraz na logo Amouage. Natomiast czcionka, której użyto do wypisanie nazwy zapachu oraz jego marki ma kolor kremowy. Pojawiają się również pewne złote detale, takie jak pierścień, na którym osadzony jest atomizer, oraz obwódka wokół wbudowanego w zatyczkę sztucznego brylanciku. W moim odczuciu całość nie wywołuje jednak większych emocji.
Purpose to jedne z tych perfum, których aromat podczas pierwszego testu wywołał na mojej skórze dreszcz. Choć, co ciekawe, kompozycja ta wydała mi się pod pewnymi względami znajoma. I nie chodzi tu tylko o podobieństwo do wspomnianych już Cardinal. Zapach częściowo nawiązuje bowiem do innych dzieł samego Bischa, w szczególności Ganymede i Bois Impérial. Udaje mu się jednak zbudować własną oryginalność. Kadzidło, które w nim czujemy balansuje pomiędzy kościołem a meczetem, przez co cały zapach zawieszony jest między Wschodem a Zachodem. I takie podejście naprawdę mi się podoba. Do tego kompozycja posiada bogaty i intensywny aromat. Możnaby nawet zaryzykować stwierdzenie, że dymi na skórze. Zaś wspomniane przeze mnie wrażenie czystości nasuwa skojarzenia może nie z szamańskim przebudzeniem, ale mistycznym oczyszczeniem. Zachęcam Was jednak, byście sami wyrobili sobie opinię na ten temat. Dzieło Bischa pokazuje bowiem, że mimo odejścia Christophera Chong’a i zmiany w fotelu dyrektora kreatywnego Amouage, omańska marka nadal ma na celu tworzenie perfum ambitnych i nietuzinkowych.
Purpose
Główne nuty: Kadzidło, Nuty Drzewne.
Autor: Quentin Bisch.
Rok produkcji: 2023.
Moja opinia: Gorąco polecam! (7/7)
